Książka Stukowskiego "Do końca w Pile" dostępna!
"Do końca w Pile" Stukowskiego
Książka już dostępna. Stron 168, okładka mięka foliowana. Wszelkie informacje pod numerem telefonu 888841206. Cena 20 zł.
- Kanclerz
- PRZYJACIEL
- Posty: 387
- Rejestracja: 21 maja 2005, 22:44
- Lokalizacja: Piła - Górne
- Polubił: 7 razy
- Polubiono: 8 razy
Witam serdecznie.
W związku z tym, iż można już zakupić książkę, proponuję od tego momentu rozpocząć rozmowę na temat treści, sposobu tłumaczenia, może ewentualnych nieścisłości itp. Moim skromnym zdaniem, najlepiej byłoby utworzyć nowy temat, który informowałby m.in. że dotyczy pierwszego wydania (tłumaczenia) książki z roku 2006, a obecny temat po prostu usunąć. Nie ma właściwie w nim nic szczególnego, poza informacją o istnieniu części tłumaczenia, którego autorem jest nasz Kolega Bogdan. Ewentualnie można zmodernizować obecny wątek.
Pozdrawiam.
W związku z tym, iż można już zakupić książkę, proponuję od tego momentu rozpocząć rozmowę na temat treści, sposobu tłumaczenia, może ewentualnych nieścisłości itp. Moim skromnym zdaniem, najlepiej byłoby utworzyć nowy temat, który informowałby m.in. że dotyczy pierwszego wydania (tłumaczenia) książki z roku 2006, a obecny temat po prostu usunąć. Nie ma właściwie w nim nic szczególnego, poza informacją o istnieniu części tłumaczenia, którego autorem jest nasz Kolega Bogdan. Ewentualnie można zmodernizować obecny wątek.
Pozdrawiam.
http://www.allegro.pl/item156334800_do_ ... _pile.html
To dla tych co kupują tylko przez allegro
drożej, ale z komentarzem 
To dla tych co kupują tylko przez allegro
- skinspila
- PRZYJACIEL
- Posty: 358
- Rejestracja: 04 lut 2006, 16:12
- Lokalizacja: Piła
- Polubiono: 1 raz
- Kontakt:
20 parę zeta to nie tak drogo widziałem te aukcje byłem bardzo mile zaskoczony że tak szybko 1 część się pojawiła, bardzo ciekawe zdjęcia naprawde gorąco polecam zakup owej knigi
chyba że kogoś nie stać nadal moge ją podesłać w wersji wordowskiej ale proszę o info na e-maila nie poprzez forum.
pozdrawiam serdecznie
pozdrawiam serdecznie
-
Kreska poznańska
Witajcie, wspaniali Forumowicze!
W dowód sympatii moje walentynkowe najlepsze życzenia! Ponieważ jestem teraz w Polsce, zalogowałam się z dodatkiem "poznańska", aczkolwiek jestem tą samą Kreską z Norwegii... I mam komentarz do książki "Do końca w Pile". Myślę, że Tarzan wystąpił ze słuszną propozycją, powinniśmy przedyskutować treść, opisać nasze wrażenia. Ja mam na ten temat mieszane uczucia. Po pierwsze: wierzę autorowi w prawdziwość relacjonowanych wydarzeń. Po dalsze: bardzo interesujące podanie historyczne, wspaniałe uzupełnienie naszych wyobrażeń o Schneidemuhl...
Wydaje mi się, że pan doktor, człowiek światły, od początku do końca wykazuje brak obiektywizmu w ocenie sytuacji, w jakiej znalazł się on i jego krajanie. Chyba nie był w stanie pojąć, że wszelkie okropności, jakie mu przyszło przeżywać, zawdzięczać może przede wszystkim własnemu narodowi. Pisze, że on jest niewinny... ilu niewinnych Niemcy bestialsko wymordowali?
Przykro mi, nie potrafię mu współczuć, choć nie ogarnia mnie też dzika i mściwa satysfakcja. Pisze, że pomagał i leczył wrogów. Nie jest to akurat czymś, co daje mu wyjątkową chwałę. Był lekarzem i gdyby tego nie robił, byłby lekarzem wyjątkowo podłym.
Naczytałam się wiele książek, naoglądałam wiele filmów, nasłuchałam wiele opowieści tych, co wojna dotknęła boleśnie. Niewyobrażalnie okrutnie obchodzili się Niemcy z wrogami, toteż czytając wspomnienia dr Stukowskiego z obozów jenieckich, miałam chwilami skojarzenia ze Szwejkiem i innymi komediami wojennymi. Zapewniam, że nie buduję w sobie bezlitosnych ocen. Jestem też w stanie rozumieć ich cierpienia, a może zwłaszcza tęsknotę za utraconym domem (jeśli jednak Niemcy stawiali domy na terenie nie za bardzo własnym, to...)
A Rosjanie w Pile? Wiadomo, dzicz w większości. Zapewne można było zachować to miasto w lepszym stanie.
I moje prywatne wrażenia oparte na konfrontacji obrazów ze wspomnień z faktami podanymi w książce... bardzo bolesne odczucia.
Cała ulica Bismarcka stała w ogniu, jak pisze się w pewnej relacji. Pamiętam jak chodziłam do I klasy do SP1 ścieżką przez gruzowisko na rogu Buczka i Okrzei. Już nie sterczała tam żadna pozostałość ścian, leżał tylko żałosny, ogromny zwał gruzu. Przestudiowałam już wiele przedwojennych zdjęć i wiem jak wyglądało wokół tego skrzyżowania - pięknie! Ubolewam...
To tak na zapoczątkowanie rozmowy o książce. Pozdrówka!
W dowód sympatii moje walentynkowe najlepsze życzenia! Ponieważ jestem teraz w Polsce, zalogowałam się z dodatkiem "poznańska", aczkolwiek jestem tą samą Kreską z Norwegii... I mam komentarz do książki "Do końca w Pile". Myślę, że Tarzan wystąpił ze słuszną propozycją, powinniśmy przedyskutować treść, opisać nasze wrażenia. Ja mam na ten temat mieszane uczucia. Po pierwsze: wierzę autorowi w prawdziwość relacjonowanych wydarzeń. Po dalsze: bardzo interesujące podanie historyczne, wspaniałe uzupełnienie naszych wyobrażeń o Schneidemuhl...
Wydaje mi się, że pan doktor, człowiek światły, od początku do końca wykazuje brak obiektywizmu w ocenie sytuacji, w jakiej znalazł się on i jego krajanie. Chyba nie był w stanie pojąć, że wszelkie okropności, jakie mu przyszło przeżywać, zawdzięczać może przede wszystkim własnemu narodowi. Pisze, że on jest niewinny... ilu niewinnych Niemcy bestialsko wymordowali?
Przykro mi, nie potrafię mu współczuć, choć nie ogarnia mnie też dzika i mściwa satysfakcja. Pisze, że pomagał i leczył wrogów. Nie jest to akurat czymś, co daje mu wyjątkową chwałę. Był lekarzem i gdyby tego nie robił, byłby lekarzem wyjątkowo podłym.
Naczytałam się wiele książek, naoglądałam wiele filmów, nasłuchałam wiele opowieści tych, co wojna dotknęła boleśnie. Niewyobrażalnie okrutnie obchodzili się Niemcy z wrogami, toteż czytając wspomnienia dr Stukowskiego z obozów jenieckich, miałam chwilami skojarzenia ze Szwejkiem i innymi komediami wojennymi. Zapewniam, że nie buduję w sobie bezlitosnych ocen. Jestem też w stanie rozumieć ich cierpienia, a może zwłaszcza tęsknotę za utraconym domem (jeśli jednak Niemcy stawiali domy na terenie nie za bardzo własnym, to...)
A Rosjanie w Pile? Wiadomo, dzicz w większości. Zapewne można było zachować to miasto w lepszym stanie.
I moje prywatne wrażenia oparte na konfrontacji obrazów ze wspomnień z faktami podanymi w książce... bardzo bolesne odczucia.
Cała ulica Bismarcka stała w ogniu, jak pisze się w pewnej relacji. Pamiętam jak chodziłam do I klasy do SP1 ścieżką przez gruzowisko na rogu Buczka i Okrzei. Już nie sterczała tam żadna pozostałość ścian, leżał tylko żałosny, ogromny zwał gruzu. Przestudiowałam już wiele przedwojennych zdjęć i wiem jak wyglądało wokół tego skrzyżowania - pięknie! Ubolewam...
To tak na zapoczątkowanie rozmowy o książce. Pozdrówka!
Dotychczasowe komentarze dotyczyły samej treści. A jak podoba się Wam strona "techniczna", czyli samo tłumaczenie? Nikogo nie rażą niedociągnięcia? Myślę zwłaszcza o toponimach i nazwach miejscowych, ale też na przykład określenia medyczne bywały tłumaczone z dużą dozą nieprofesjonalizmu. Jak się podoba Karczma "Dzwon pod Zielonym Wieńcem"? Czepiam się? Może...
Hallo RR
Jeszcze nie czytałem tego tłumaczenia i nie czytałem oryginału. Twoje spostrzeżenia dają do myślenia.
Zajrzałem na podpis starego foto z Koszyc > Krug zum grünen Kranz < samo słowo "Krug" w tym znaczeniu wcale nie jest "Dzbankiem", lecz starym już nieużywanym słowem "Szynk" > Szynk pod zielonym wieńcem<
Raczej nawet nie Gospoda. A gdzie mu do Dzwona ?...?
Nie chce krytykować, no może jakieś niedopatrzenie.
Ale... Uważam, że p. Bogdan, który już o wiele wcześniej czytał oryginał najlepiej przedstawiłby (zaopiniował by) "słowo wstępne" tej książki, która praktycznie niespodziewanie się pojawiła.
Pozdrowienia
Tom
Jeszcze nie czytałem tego tłumaczenia i nie czytałem oryginału. Twoje spostrzeżenia dają do myślenia.
Zajrzałem na podpis starego foto z Koszyc > Krug zum grünen Kranz < samo słowo "Krug" w tym znaczeniu wcale nie jest "Dzbankiem", lecz starym już nieużywanym słowem "Szynk" > Szynk pod zielonym wieńcem<
Raczej nawet nie Gospoda. A gdzie mu do Dzwona ?...?
Nie chce krytykować, no może jakieś niedopatrzenie.
Ale... Uważam, że p. Bogdan, który już o wiele wcześniej czytał oryginał najlepiej przedstawiłby (zaopiniował by) "słowo wstępne" tej książki, która praktycznie niespodziewanie się pojawiła.
Pozdrowienia
Tom
Utwórz konto lub zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji..
Musisz być zarejestrowanym użytkownikiem, aby móc opublikować odpowiedź.
Utwórz konto
Zarejestruj się, aby dołączyć do Nas!
Zarejestrowani użytkownicy, mają dużo więcej przywilejów, związanych z użytkowaniem forum.
Rejestracja i korzystanie z forum jest całkowicie bezpłatne.