Raczej nie. Niektóre nazwy własne kiedyś już przetłumaczono. Innych nie i tych nieprzetłumaczonych nie warto tłumaczyć... Przecież byłoby dziwne, gdybym mówił Anglikowi, że pochodzę z
Saw albo raczej
Sawmill (tartak), jeśli taką nazwą nikt się nie posługuje.
Nad tym wato się pochylić, natomiast pisanie kilkanaście razy
Pila, że to niby po węgiersku czy hiszpańsku niczego nie wnosi. Tak samo z zapisami w cyrylicy - to fonetyczna Piła, z tym, że te alfabety się trochę między sobą różnią.
To, że Piła to po niemiecku Schneidemühl wynika z historii.Tutaj po prostu mieszkali Niemcy i tak sobie miasto nazwali. Dla takiego Chorwata naprawdę nie ma znaczenia nazwa 50. pod względem liczby mieszkańców miasta w Polsce, w którym nic szczególnie ważnego się nie wydarzyło.
Co innego na przykład z Wrocławiem... Tu jest spory problem, bo miasto jest znane na świecie jako
Breslau. Rzadko kto używa współczesnej nazwy. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że
Wrocław po przeczytaniu przez Anglika zmienia się w niekształtne [rokloł] - czego z kolei żaden Polak tego nie zrozumie. Stąd nazwa festiwalu muzycznego Vroc-love.
Drugi powód to bogate dziedzictwo pochodzące z czasów niemieckich. W literaturze jest napisane, że Halę Stulecia wybudowano w
Breslau, a nie we Wrocławiu. Bo tak było w istocie.
