Stan wojenny w Pile i okolicach
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Plakat kolportowany na terenie Piły w 1981r pt. "To nic ale mamy za to socjalizm"
Odezwa do Mieszkańców Piły w sprawie poparcia akcji o dostęp do środków masowego przekazu wystosowana przez Zarząd regionu NSZZ "Solidarność" w Pile:
Biuletyn "Solidarność Pilska" nr 16 z dn. 10 czerwca 1981r.
Odezwa do Mieszkańców Piły w sprawie poparcia akcji o dostęp do środków masowego przekazu wystosowana przez Zarząd regionu NSZZ "Solidarność" w Pile:
Biuletyn "Solidarność Pilska" nr 16 z dn. 10 czerwca 1981r.
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Biuletyn "Solidarność Pilska" nr 18 z dn. 08 lipca 1981r.
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Dodatek Nadzwyczajny "Solidarności Pilskiej" wydany 26.03.1981 r. po słynnej "Prowokacji Bydgoskiej" związanej z pobiciem m.in. Jana Rulewskiego
Dokumenty Krajowej Komisji Porozumiewawczej 10-12.08.1981r. wydane przez "Solidarność Pilską".
Dokumenty Krajowej Komisji Porozumiewawczej 10-12.08.1981r. wydane przez "Solidarność Pilską".
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Z pisma Głównego Inspektora
Ochrony Danych Osobowych
Warszawa, 12 stycznia 2007 r.
Biuro Generalnego Inspektora
Ochrony Danych Osobowych
GI-DIS-37/07
(...)
Zgodnie z art. 32 ust. 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej i Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016 ze zm.), jeżeli w istniejących i dostępnych dokumentach, w które pokrzywdzony miał wgląd lub otrzymał ich kopie, znajdują się nazwiska funkcjonariuszy, pracowników lub kryptonimy współpracowników organów bezpieczeństwa, którzy prowadzili tych współpracowników, to – na żądanie pokrzywdzonego – należy mu podać nazwiska oraz dalsze dane osobowe tych funkcjonariuszy, pracowników i współpracowników, jeżeli można je jednoznacznie określić na podstawie dokumentów danego organu bezpieczeństwa.
Wobec powyższego, jeżeli dane osobowe funkcjonariuszy opublikowane na Pana stronie internetowej zostały pozyskane przez pokrzywdzonych, zgodnie z Pana wyjaśnieniami, z Instytutu Pamięci Narodowej i Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, który je przekazał pokrzywdzonym zgodnie z ww. przepisami prawa, uznać należy, iż brak jest podstaw do stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych.
Z wyrazami szacunku
Z up. Generalnego Inspektora
Ochrony Danych Osobowych
Dyrektor Departamentu Inspekcji
Bogusława Pilc
Ochrony Danych Osobowych
Warszawa, 12 stycznia 2007 r.
Biuro Generalnego Inspektora
Ochrony Danych Osobowych
GI-DIS-37/07
(...)
Zgodnie z art. 32 ust. 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej i Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016 ze zm.), jeżeli w istniejących i dostępnych dokumentach, w które pokrzywdzony miał wgląd lub otrzymał ich kopie, znajdują się nazwiska funkcjonariuszy, pracowników lub kryptonimy współpracowników organów bezpieczeństwa, którzy prowadzili tych współpracowników, to – na żądanie pokrzywdzonego – należy mu podać nazwiska oraz dalsze dane osobowe tych funkcjonariuszy, pracowników i współpracowników, jeżeli można je jednoznacznie określić na podstawie dokumentów danego organu bezpieczeństwa.
Wobec powyższego, jeżeli dane osobowe funkcjonariuszy opublikowane na Pana stronie internetowej zostały pozyskane przez pokrzywdzonych, zgodnie z Pana wyjaśnieniami, z Instytutu Pamięci Narodowej i Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, który je przekazał pokrzywdzonym zgodnie z ww. przepisami prawa, uznać należy, iż brak jest podstaw do stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych.
Z wyrazami szacunku
Z up. Generalnego Inspektora
Ochrony Danych Osobowych
Dyrektor Departamentu Inspekcji
Bogusława Pilc
- pavvlo
- ADMINISTRATOR
- Posty: 930
- Rejestracja: 04 kwie 2005, 23:27
- Lokalizacja: Piła
- Polubił: 275 razy
- Polubiono: 81 razy
- Kontakt:
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
zycie.pila.pl pisze:
Pamiętasz tamtą niedzielę?
13 grudnia 1981 r. w telewizji zamiast Teleranka, straszył generał w ciemnych okularach. Byłeś tego dnia w Pile? Opowiedz co robiłeś i jak wyglądało miasto.
Pamiętasz 13 grudnia 1981? Podziel się swoim wspomnieniem z czytelnikami Życia Piły. Nieważne, czy nie wiedziałeś, czy jutro pójdziesz do pracy, czy ubolewałeś, że w telewizji nie ma Teleranka. Nieważne, czy twoim wspomnieniem jest SKOT jadący Aleją Ludowego Wojska Polskiego, czy to, że rodzice nie pozwolili ci iść porzucać śnieżkami. A może odważyłeś się pstryknąć czarno - białe zdjęcie? Takie, chociaż z okna. Opowiedz i pokaż, jak tego dnia (i w następnych dniach) wyglądała Piła. Jeżeli tylko byłeś w Pile (albo usiłowałeś do Piły wrócić) i masz jakieś, nawet najkrótsze i najbanalniejsze wspomnienie, przyślij je na adres redakcja@zycie.pila.pl » albo wpisz w komentarzu na Facebooku. Nagród nie będzie, ale wasze wspomnienia będą cenne dla (nie tylko młodszych) czytelników Życia.
Wasze wspomnienia:
Wojciech Młykiewicz (wtedy dyrektor wydziału handlu Urzędu Wojewódzkiego, dziś prezes domów towarowych Merkury; na Facebooku): Wspomnień nasuwa się cała masa. Pierwsze z nich, to reakcje Pilan na chrzęst gąsienic czołgowych i transporterów opancerzonych. Ludzie początkowo byli tym całkowicie sparaliżowani i przestraszeni. Nie dziwię się, bo gdy po raz pierwszy zetknąłem się z podobną sytuacją podczas wypadków szczecińskich w 1968 i 1970 r, to wówczas i moje reakcje były podobne. Byłem w 1981 r dyrektorem wydziału handlu Urzędu Wojewódzkiego w Pile. Wojewoda wezwał nas do pracy bardzo wczesnym niedzielnym rankiem. Pracowaliśmy przez kilka dni bez przerwy. Trzeba było spróbować przywrócić linie zaopatrzenia mieszkańców województwa: tym bardziej, że zima się zaczynała w miarę sroga i nadchodziły Święta. Poszło w miarę zgrabnie. Co meldunek, to pozytywne wieści. A to, że nadszedł pierwszy od wielu dni transport węgla, a to, że się bilansujemy z mąką dla piekarń, a to, że Centrala Rybna w Koszalinie da karpia, a to, że kierownik Z-dów Mięsnych w Pile - nieoceniony śp. p. Tchorek - sobie znanymi sposobami zwiększy pulę mięsa i wędlin na Święta. A najważniejsze, że nareszcie zapanował spokój i atmosfera do wytężonej pracy. Ja, i zapewne nie tylko ja, odbierałem ówczesne nastroje jako powszechne uczucie ulgi. I na koniec anegdota. Warszawa wezwała nas w środę na odprawę. Załadowaliśmy się do Wołgi wałeckiego WZSR i w drogę. Mimo, że na drodze nie było nikogo, to podróż i tak trwała ponad dwukrotnie dłużej, niż normalnie. Powód? Ustawiczne kontrole wojska. Narada… jak narada i do domu. Wracając, głodni, jak psy, wstąpiliśmy do restauracji pod Sierpcem. O dziwo była czynna, a z wewnątrz dochodziły takie zapachy, że aż skręcało. Podali nam świeżutką, pachnącą rybę, chyba bolenia, chleb prosto z pieca i surówkę z kwaszonej kapusty. Do końca życia nie zapomnę tej uczty…
Mirosław Mantaj (Starosta Pilski, na Facebooku): Pamiętam ten dzień doskonale. Byłem wówczas studentem ostatniego roku UMK w Toruniu. W poniedziałek 14 grudnia „wygonili” nas do domu. Miałem kłopoty z dotarcierm do domu, bo w Wyrzysku chyba czołg zatarasował drogę i nie można było przejechać. Była wtedy dłuższa „przerwa świąteczna”, bo w akademikach rozlokowało się ZOMO. W moim na szczęście nie było zomowców, tylko zakwaterowano magistrantów z całej uczelni.
Kinga Rusiniak (na Facebooku): Byłam… Niestety, sama tego nie pamiętam, ale z opowiadań wiem, że nie chcieli mamy i mnie wypuścić ze szpitala, a w domku wszyscy czekali na małą Kinię… Podobno nic fajnego, gdy tata ukradkiem dostawał sie do szpitala, bądź próbował wrócić do domu.
Agnieszka Kledzik (wtedy kilkuletnia dziewczynka, dziś dziennikarka Radia Koszalin): Niestety, pamiętam ten dzień. Nie tylko dlatego, że nie było Teleranka, ale pamiętam, że mama w kuchni słuchała radia i nagle zaczęła strasznie płakać. Długo nie mogła z siebie wydusić, co się stało, bo mój tato razem z bratem byli w sanatorium i właśnie mieli wracać. Nie wiedzieliśmy czy wrócą, kiedy wrócą… A zima była straszna i rzeczywiście powrót Maluchem między czołgami zajął im wiele dni. Przyjechali z inną rodziną, która u nas musiała przeczekać do momentu aż mieli pociąg. To byli obcy ludzie, ale jedni drugim pomagali. Wszyscy, którzy mieli wolne miejsce, zabierali innych, po to, żeby wydostać się z sanatorium.
Antoni Serwacki (dziś prezes MZK, wtedy pracował w Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej, które m.in. zajmowało się komunikacją miejską): Była martwa cisza, nie działała telewizja. Przyjechał do mnie ówczesny wiceprezydent miasta, pan Ireneusz Ratajczak i - nie pamiętam, czy to było wezwanie, czy prośba - miałem zgłosić się do Urzędu Miasta. Wówczas dowiedziałem się, że jest stan wojenny i wszyscy jesteśmy zmilitaryzowani. Tego dnia autobusy wyjechały na linie, choć nie pamiętam, czy jeździły według zwykłęgo rozkładu.
Krzysztof Szewc (wiceprezydent Piły, 13 grudnia 1981 r. był w wojsku, w Elblągu): Około godziny 23. postawiono nas w stan pełnej gotowości. Siedzieliśmy w koszarach, nie wychodząc na zewnątrz, chyba przez tydzień. Życie w koszarach wyglądało tragicznie. Pamiętam, jak dziś: na śniadanie, obiad i kolację dostawaliśmy jajka. Nabrałem do nich pewnego obrzydzenia. Trochę mi do dziś przeszło, ale to zapamiętałem szczególnie.
Maria Miler (wtedy młoda matka, dziś radna Rady Miasta Piły z ramienia PiS): 13 grudnia byłam w domu. Obudziłam się rano i chciałam włączyć telewizor. Niestety: ani fonii, ani wizji. Dopiero po chwili wystąpił generał Jaruzelski. Szok. Totalny szok. Byłam załamana jako matka i jako człowiek. Dopiero urodził nam się syn - miał zaledwie osiem miesięcy - więc przyszłość przed nami, a tutaj taka sytuacja. Było bardzo zimno. Mieszkaliśmy wtedy w jednym pokoiku w hotelu, tak zwanym Domu Młodego Robotnika na ulicy Malczewskiego. Było i zimno, i biednie i smutno.
Marian Małecki (opozycjonista, zatrzymany i internowany tuż po północy 13 grudnia): Pamiętam ten dzień doskonale. Było krótko po północy, walenie do drzwi. Nie chciałem otworzyć. Osób, które stały za drzwiami nie widziałem, kazałem im przyjść o szóstej rano. To nie pomagało, uporczywie walili w drzwi. Próbowałem otworzyć, ale już nie zdążyłem. Został wyrwany łańcuszek, trochę uszkodzona boazeria. Weszli dwaj mundurowi, jeden ubek i przedstawili nakaz internowania do Wronek. Trzeba było się ubrać. Skuli mnie w kajdanki, zawieźli na Ogińskiego (wówczas była tam komenda Milicji Obywatelskiej - przyp.). Było tam już sporo kolegów. O czwartej rano byliśmy we Wronkach. Tam siedziałem do 23 lipca. Żona radziła sobie doskonale. Była możliwość widzeń raz w miesiącu. Zniosła to bardzo dobrze. Jestem z niej wręcz dumny. Kiedykolwiek się widzieliśmy, kiedy przyjeżdżała na widzenia, nigdy nie nalegała, nie prosiła, ani nie sugerowała, żebym wyszedł jak najwcześniej.
Mieczysław Augustyn (dziś senator PO, wtedy dyrektor biura prorządowego Zrzeszenia Katolików Caritas w Pile): Już 12 grudnia na Alei Powstańców Wielkopolskich słychać było huk - coś się działo. Okazało się, że to jechały ciężkie wozy - jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy dokąd. Okazało się dopiero dzień później. Dla mnie to było przerażające, bo przypomniał mi się rok 1970. Mam mnóstwo bliskich na Wybrzeżu, a wiadomo, że tam było ognisko Solidarności. Bałem się o wuja, o ciotkę, o kuzynów pracujących w stoczni. Ale z tamtych dni najbardziej pamiętam wigilię: łzy żony i chyba moje też, jak otworzyły się drzwi i mimo tych wszystkich trudności, stanęła w nich całkowicie zziębnięta siostra żony. Dotarła do nas z Warszawy, w okropnych warunkach, ale to był wtedy niesamowity wyczyn. W ostatniej chwili dostała przepustkę i w jakimś nieogrzewanym wagonie, w strasznych warunkach, pchała się tutaj. Ale wtedy wszyscy w rodzinach chcieliśmy być razem. Wtedy mieliśmy taką wielką potrzebę, żeby mieć to poczucie bezpieczeństwa. Przyznaję, że nie wierzyłem w powodzenie Solidarności, i często jak mnie zaprasza Solidarność, mówię, że jestem z tych, którzy powinni najbardziej dziękować, bo nie byłem działaczem ani bojowinikiem Solidarności. Ale jednak tamtą chwilę pamiętam, jako bardzo tragiczną i cieszę się, że się o niej w Pile pamięta.
Rafał Zdzierela (dziś przewodniczący Rady Miasta, 13 grudnia 1981 r. miał 6 lat): Pamiętam widok z okna. Przed Merkury zajechały czołgi. Nie wiedzieliśmy co to jest. Słyszeliśmy słowo „wojna” - to nie kojarzyło nam się najlepiej. Dopiero po paru latach zrozumiałem co wtedy się stało.
Włodzimierz Bystrzycki (radny Rady Miasta, lekarz, 13 grudnia 1981 r. miał dyżur w szpitalu przy Alei Ludowego Wojska Polskiego): Nagle nie było telewizji, było jakoś dziwnie. No i potem dowiedzieliśmy się o tym wszystkim. Pracowaliśmy normalnie, jesteśmy lekarzami. Mieliśmy specjalne przepustki, jeździliśmy wieczorami żeby operować. Miałem wtedy chirurgię dziecięcą, więc dzieci były przywożone z całego rejonu. W zasadzie najważniejsze było: pacjent, dziecko, operacja, szpital. Nie docierało do człowieka to, co może się stać. Dopiero później przyszło takie ostudzenie emocji i człowiek zdawał sobie sprawę z tego, co nas tego dnia spotkało. W pamięci zostały mi koksowniki i nie wiem, czy jeden przypadkiem nie stał przed szpitalem.
Ziemowit Niedźwiecki (na Facebooku): Byłem wtedy w Pile… Doktor Bystrzycki ciął mnie akurat. ;) Wyrostek robaczkowy zaprotestował przeciwko wojnie. ;) Następnego dnia już był wypis do domu, a pod portiernią szpitala stał czołg…
Krzysztof Struś (na Facebooku): Byłem. Pamiętam patrole żołnierzy na ulicach, którzy ogrzewali się przy ustawionych koksownikach. Witaliśmy się z nimi wracając ze szkoły, ale oficer nie był zbyt uprzejmy i przeganiał nas do domu… :) Miałem wtedy 9 lat i tak naprawdę nie wiedziałem co się dzieje w kraju i skąd tyle wojska i milicji na ulicach.
(13 grudnia 2010)
Źródło: www.zycie.pila.pl
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Wczorajsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego:
Stan wojenny niekonstytucyjny. Przełomowe orzeczenie Trybunału » http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/ ... lu,73854,1
Stan wojenny niekonstytucyjny. Przełomowe orzeczenie Trybunału » http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/ ... lu,73854,1
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Słuchacze Podoficerskiej Szkoły Milicji Obywatelskiej w Pile w czasie stanu wojennego zostali oddelegowani do Trójmiasta.
- hrabia
- PRZYJACIEL
- Posty: 129
- Rejestracja: 25 paź 2007, 01:29
- Lokalizacja: Schneidemühl, Pila, Kröcherstraße - Königsblicker Straße - Brauerstraße Poland
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Tak to się zgadza że zostali oddelegowani do trójmiasta, spotkałem w Gdańsku kilka osób którzy byli w ZOMO a pochodzą z Piły i wierzcie mi że niezbyt miałem o nich pozytywną opinię bo widziałem co wyprawiali na ulicach trójmiasta. Kilka postów wcześniej ktoś opisuje stojące czołgi na Al. Niepodległości, tak to prawda - cała kolumna pojazdów od czołgów, BWP (bojowy wóz piechoty), OPL (opelotka czyli bateria przeciwlotnicza) oraz piechota pochodziła z nieistniejącej już JW 3761 w Wałczu nazywanego cyrkiem. Byłem w tej kolumnie jednym z żołnierzy, ponieważ zostałem powołany w październiku 1981 roku do wojska w ramach ćwiczeń na czas nieokreślony. Mówiono nam że jedziemy na Warszawę a potem gdzieś koło Torunia na krótkim postoju ogłoszono alarm i skierowano nas na Gdańsk. Okres stanu wojennego spędziłem w Gdańsku i po zniesieniu jego wróciłem do Piły ale jak on wyglądał od chwili ogłoszenia oraz jakimi ulicami jechaliśmy, co jedliśmy, jaka była atmosfera tamtego czasu postaram opisać w kolejnych postach jeżeli was to interesuje.
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Oczywiście, że interesuje. Historia współczesna jest tak samo pasjonująca jak i odległa, a wspomnienia świadków wydarzeń historycznych są szczególnie wartościowe.
- hrabia
- PRZYJACIEL
- Posty: 129
- Rejestracja: 25 paź 2007, 01:29
- Lokalizacja: Schneidemühl, Pila, Kröcherstraße - Königsblicker Straße - Brauerstraße Poland
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Stan wojenny to dla niektórych ważna sprawa osobista, nie jednemu on namieszał w życiu (zaszkodził i pomógł). W 1980 roku byłem dwa razy powoływany na ćwiczenia wojskowe, pierwszy raz w okolicach marca a drugi raz w październiku i nawet nie przypuszczałem że za rok 13 grudnia 1981 nie zobaczą dzieci teleranka a tylko od czasu do czasu spawacza w TV i że stanie u drzwi załoga G (dzi). Teraz śmiało można powiedzieć że były te szkolenia wojskowe przeciwko ludności polskiej choć oficjalnie tego nie potwierdzono, ale te miesięczne szkolenia wojskowe tak naprawdę się nie sprawdziły jak się później okazało, ponieważ większość rezerwy stan wojenny olało używając żargonu wojskowego do których ja należałem. Kto był w wojsku to zrozumie co za tym się ukrywało a kto nie był to wyjaśniam że oznaczało to niechęć do tej instytucji - ja też zaliczałem się do olewatorów. Bo co tak naprawdę mogła mi komuna w tamtych latach zabrać, odpowiedź brzmi niczego: tego co widziałem, moich myśli i poglądów nie mogła zabrać. To może tyle wstępu. W październiku 1981 dostałem zaproszenie nie na prywatkę a do odbycia ćwiczeń wojskowych w JW 3761 Wałcz (słynny CYRK) na czas nieokreślony. Słowo cyrk w żargonie wojskowym oznaczało że jest to jednostka zmechanizowana z porąbaną kadrą wojskową. Jednostka w której się znalazłem był to Zmechanizowany Pułk Piechoty chyba im. Rokosowskiego a który wg cyfrologi to nie pamiętam. W zasadniczej służbie wojskowej byłem łącznościowcem a w tej jednostce zostałem zającem czyli piechurem. Po wszystkich formalnościach i zakwaterowaniu skierowano nas czyli większą grupę do obstawy Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy i zakwaterowano nas w jednostce wojskowej gdzieś w okolicach jakiegoś stadionu przy ul. 1 Maja - dziś już chyba tej ulicy w Bydgoszczy niema. Pamiętam jak dziś 11 grudnia o godz. 20 ogłoszono alarm i natychmiast kazano nam się pakować na samochody. Jak się okazało był to powrót do Wałcza, w jednostce pojawiliśmy się gdzieś około południa 12 grudnia. Wszyscy byliśmy padnięci jazdą powrotną więc po dotarciu na miejsce szybko usnęliśmy. Obudził nas alarm tego samego dnia gdzieś około 23 i tym razem zamiast na samochody wsadzono nas do BWP (to bojowy wóz piechoty) i zrobiono z nas zająców. Przed wejściem do budynku na kompanię staliśmy do północy i wtedy nam zakomunikowano że jest ogłoszony stan wojenny przez generała spawacza. A że wcześniej w komunę rzucałem kamyczkami to wiedziałem co to oznacza. Wydano nam ostrą amunicję do karabinu Kałasznikowa a kto miał pistolet zwany PM chyba o numerze 63 też dostał amunicję. Podzielono nas na grupy i przydzielono do BWP-ów na czas niewiadomy. Kolumna była długa zaczynała się w Witankowie a kończyła się na początkowych ulicach Wałcza a to dlatego że ją formowano, w skład wchodziły kompanie czołgów, kilka kompani piechoty wraz z BWP-ami, obrona przeciwlotnicza tzw. OPL-otka, kompania zaopatrzenia, baterie moździerzy, tzw. samochodówka i dowództwo pułku. Pozostała w jednostce tylko kompania wartownicza. Na początku bardzo wolno się poruszaliśmy ze względu na śnieg, którego napadało dość dużo i po dojechaniu do krzyżówki na Koszycach stanęliśmy na dłuższy około 30 min. postój. Jedni oddawali potrzeby fizjologiczne w pobliskim młodniku, inni coś zjedli jak mieli, inni przegryźli suchara. Ja nic nie miałem do jedzenia więc nie jadłem bo jeszcze w jednostce kazano nam zabrać najpotrzebniejsze rzeczy a resztę zostawić w jednostce. Jak się później okazało po powrocie ze stanu wojennego wszystko z szafek zginęło min. pieniądze, zdjęcia bliskich jakie pozostawiliśmy. Jeszcze na krzyżówce na Koszycach przed wjazdem na Al. Niepodległości podzielono nas na dwie formacje, pierwsza pojechała na Bydgoszcz i zatrzymała się na wysokości Rembajła i drogi w kierunku Płotek, natomiast druga w której ja byłem wraz z czołgami i BWP-mi udaliśmy się w kierunku centrum miasta. Więcej na Al. Niepodległości staliśmy niż jechaliśmy, teraz już wiem dlaczego, ktoś z POM-u czyli Pomorskiego Okręgu Wojskowego ze szczebla dowództwa wpadł na pomysł żeby zademonstrować siłę i żeby zastraszyć pilan. Co troszkę im się udało jak później się okazało w rozmowach w domu. Cukierkami dzieci nie częstowaliśmy bo sami nie mieliśmy nic do jedzenia i nawet głupi dla nas cukierek był nieosiągalny. Po długim postoju w okolicach komendy MO przy Żeleńskiego i nieopodal pomnika Olga Matwiejewa ruszyliśmy dalej Al. Niepodległości w kierunku ronda gdzie stoi Hotel Gromada.
- hrabia
- PRZYJACIEL
- Posty: 129
- Rejestracja: 25 paź 2007, 01:29
- Lokalizacja: Schneidemühl, Pila, Kröcherstraße - Königsblicker Straße - Brauerstraße Poland
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Na rondzie skręciliśmy na most dalej w kierunku restauracji Młyn, jak skręciliśmy na most BWP-em poprosiłem podchorążego czy nie mógłbym wyjrzeć żeby spojrzeć na mój dom przy Walki Młodych. Zgodził się za aprobatą kolegów bo tylko ja byłem w tej grupie z Piły, jak już mijaliśmy Młyn i dalej kierowaliśmy się na obwodnicę Złotowską spoglądałem na mój dom i wtedy pojawiła się niejedna łza w oku. Wokół panowała cisza i nikt nie chodził po ulicach, wyglądało to jak wymarłe miasto. Kumple z rezerwy wyczuli że coś jest nie tak ze mną i tylko poklepali po plecach, dalej skręciliśmy w ul. Kossaka i już przy Rębajle dołączyliśmy do pozostałych. Wtedy też już nam tam na postoju wydano dopiero racje żywnościowe i kawę do manierki. Racja żywnościowa składała się z puszki mięsnej, cukierka, suchar i kawy w kostce a dodatkowo dostaliśmy w okrągłej wąskiej puszce chleb. Tak tak chleb w puszce, był tak niedobry i smak miał jakby był sfermentowany, jeden wielki syf. Takie trzy racje i ten jeden chleb w puszce musiał starczyć nam na 7 dni do następnego wydania racji żywnościowej. Staliśmy ze trzy godziny koło Rębajła po czym padła komenda odjazd i już pojechaliśmy na Bydgoszcz, w międzyczasie dowiedzieliśmy się że jedziemy na Warszawę. Po drodze do Bydgoszczy były dwa jeszcze postoje krótkie, jeden za Białośliwem gdzieś a drugi w Nakle/n/Notecią. Bydgoszcz minęliśmy bez postoju i pojechaliśmy w kierunku Torunia, gdzieś pod Toruniem stanęliśmy na bardzo króciutko i zaraz był alarm. Jak się okazało skierowano nas na Gdańsk i trójmiasto. W jakiejś wiosce stanęliśmy na dłużej a było to już na Pomorzu, wtedy to u jakiegoś rolnika napiliśmy się po długim okresie wody kranuwy. Ten rolnik miał pocztówki z widokiem Gdańska, wykombinowaliśmy je za kawę zbożową z cukrem w kostkach z naszych racji, wypisaliśmy je i daliśmy do wysłania ale nigdy do naszych domów one nie dotarły. Nigdy nie dowiedziałem się co z nimi się stało, nie pamiętam nazwy tej wioski i na pewno ten człowiek już nie żyje bo wtedy sięgając wstecz miał około 60 lat. Gdzieś pod Pruszczem Gdańskim w lesie stanęliśmy na dobre i stamtąd wyruszały stałe posterunki które znajdowały się na obwodnicy Gdańska bo już taka była. Ja stałem ze swoim BWP-em na wlocie do niej. W jakąś sobotę jechało wesele, dostaliśmy kiełbasę, butelkę wódki od nich, ja byłem nie pijący to tylko kiełbasy kawałek ułamałem. Musieliśmy ich skontrolować jak innych a to dlatego że dano nam listy wydrukowane ze zdjęciami osób poszukiwanych, działaczy Solidarności. Był na tej liście też Bogdan Lis, którego przepuściliśmy (jak wspominałem wcześniej w komuchów zawsze kamyczkami rzucałem) ale już gdzieś dalej go aresztowano i chyba internowano, bo taka wiadomość pojawiła się żeby go wykreślić z listy. Na stałym posterunku przy obwodnicy mieliśmy koksownik który palił się non stop i można było się ogrzać, natomiast tam w lesie gdzie stacjonowaliśmy spaliśmy w BWP-ie i rano jak budziliśmy się to nieraz mieliśmy buty przymarznięte do blachy, spaliśmy na siedząco albo powykręcani w esy floresy a to dlatego ze po jednej stronie pojazdu siedziało lub spało 6 osób i po drugiej tyle samo + dowódca i kierowca. Jak ktoś widział wnętrze jego to może sobie wyobrazić ciasnotę. Nawet to ciepło które wydawaliśmy nie pomagało. Wtedy zabrano nam też już ostrą amunicję i kadra przestała być dla nas miła, coraz częściej nam ubliżali trepy (czyli żołnierze zawodowi). Kiedy mieliśmy przy sobie pełne magazynki w ładownicy to byli jak ręką do serca przyłóż, wtedy też utworzyli pluton egzekucyjny gdyby komuś przyszła ochota żeby nawiać lub narozrabiać nie mówiąc o samowolnym oddaleniu się na jakiś czas. Przyjechał jakiś facet w mundurze już nie pamiętam jego stopnia wojskowego i zaczęli ćwiczyć walkę z tłumem żołnierze służby zasadniczej bo nas tych co zostali powołani do ćwiczeń wojskowych odsunięto. Biegali po lesie i wyżywali się na drzewach do momentu kiedy nas nie przeniesiono do jakiejś szkoły podstawowej a potem na lotnisko w Pruszczu Gdańskim z którego już normalnie jeździliśmy na patrole do Gdańska i Trójmiasta. Ale to już w następnym poście jak to było w Gdańsku na patrolach i co robiło ZOMO, nawet ci których znałem z Piły co poszli do niego zamiast do wojska i jaka była atmosfera jeżeli sobie życzycie.
-
ziolek
- PRZYJACIEL
- Posty: 1905
- Rejestracja: 14 maja 2006, 17:32
- Lokalizacja: Piła
- Polubiono: 5 razy
- Kontakt:
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Mam kolegę, który w czasie stanu wojennego był małym dzieckiem i do dziś z uśmiechem wspomina swoją ówczesną dziecięcą beztroskę, naiwność i brak świadomości wydarzeń. Mieszkał przy obecnej Al. Powstańców Wielkopolskich i był świadkiem przejazdu kolumny wojskowej. Jej widok wywołał w nim wielką radość. Nie wykluczone, że m.in. Tobie Harabio z radością machał. 
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Bardzo ciekawe wspomnienia, co się dotyczy próby wysłania pocztówek, to mogły one zostać zatrzymane przez cenzurę na poczcie. Proszę pisać dalej, to naprawdę ciekawy temat.
- hrabia
- PRZYJACIEL
- Posty: 129
- Rejestracja: 25 paź 2007, 01:29
- Lokalizacja: Schneidemühl, Pila, Kröcherstraße - Königsblicker Straße - Brauerstraße Poland
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Witaj ziołekziolek pisze:Mam kolegę, który w czasie stanu wojennego był małym dzieckiem i do dziś z uśmiechem wspomina swoją ówczesną dziecięcą beztroskę, naiwność i brak świadomości wydarzeń. Mieszkał przy obecnej Al. Powstańców Wielkopolskich i był świadkiem przejazdu kolumny wojskowej. Jej widok wywołał w nim wielką radość. Nie wykluczone, że m.in. Tobie Harabio z radością machał.
Trudno powiedzieć dlaczego nie dotarły, zastanawiałem się nad tym? ponieważ od innych kolegów też nie dotarły do ich domów. Tak jak piszesz adam - dopadła je cenzura pomyślałem albo facet nie wysłał. Był to nasz jedyny znak że żyjemy i nic nam się nie stało. Bo jak nietrudno się zorientować nasze rodziny nie wiedziały, gdzie jesteśmy i czy wrócimy. Licząc że ta pocztówka dotrze byłem spokojniejszy, tak samo inni myśleli.adam pisze:Bardzo ciekawe wspomnienia, co się dotyczy próby wysłania pocztówek, to mogły one zostać zatrzymane przez cenzurę na poczcie. Proszę pisać dalej, to naprawdę ciekawy temat.
- hrabia
- PRZYJACIEL
- Posty: 129
- Rejestracja: 25 paź 2007, 01:29
- Lokalizacja: Schneidemühl, Pila, Kröcherstraße - Königsblicker Straße - Brauerstraße Poland
Re: Stan wojenny w Pile i okolicach
Po tych wszystkich na pół przespanych nocach i zimnie jakie nam dokuczało, wreszcie wylądowaliśmy w suchym i ciepłym miejscu jakim była jakaś szkoła podstawowa gdzieś pod Pruszczem Gdańskim albo już w samym nim. Najpierw rozlokowała się kadra i żołnierze służby zasadniczej a na końcu my. Dla nas został duży korytarz więc pod oknami i blisko kaloryferów się rozłożyliśmy z betami (bety to całe nasze wyposażenie jakie dostaliśmy począwszy od plecaka kończąc na materacu). Pod oknami żeśmy się ulokowali dlatego że miały parapety na których można było coś postawić. Przez pierwsze dwie noce odpuszczono nam co pozwoliło nam się porządnie wyspać i doprowadzić jakoś do normalnego wyglądu. Spaliśmy jak niemowlaki i mieliśmy tak niewiele. Coraz bardziej myśleliśmy co u naszych rodzin, jak sobie radzą i czy wszyscy zdrowi są. W jakiś dzień na krótko przed Świętami Bożego Narodzenia dostaliśmy wszyscy paczki, w przezroczystej torbie były cukierki, jabłka, chyba ze dwa pomarańcze, jakaś czekolada, herbata i papierosy oraz kartka świąteczna z ogólnymi życzeniami. Z tej szkoły podstawowej jeździliśmy na obwodnicę Gdańska jak ją nazywano jeszcze kilka razy. Ostatni raz przypadło mi być na niej w Wigilię i siedzieć przy koksowniku, akurat w taki szczególny dzień ale cóż jak nie ja to kto inny musiał być. Niedaleko naszego posterunku była wioska i dochodziły do nas śpiewy kolęd a my wpadaliśmy w zadumę i byliśmy myślami z naszymi bliskimi. Ruchu na drodze prawie nie było, raz na jakiś czas ktoś spóźniony na wieczerze przejechał, skontrolować było trzeba ponieważ był rozkaz żeby numery rejestracyjne zapisywać do dziś zastanawiam się dlaczego i czemu to miało służyć a po północy to już spokój. Opłatka nie mieliśmy więc się podzieliliśmy się suchym chlebem, złożyliśmy sobie życzenia, coś tam zjedliśmy to co mieliśmy przy sobie i niejednemu z nas poleciała łezka choć staraliśmy być twardzi. Okazało się dopiero jaka jest ludzka odporność w ekstremalnych warunkach. Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia mieliśmy spokojny, natomiast w drugi dzień z samego rana zaraz po pobudce kazano nam się spakować i tak znaleźliśmy się na lotnisku śmigłowców w Pruszczu Gdańskim skąd już zaraz po świętach regularnie jeździliśmy na patrole do Gdańska już nie BWP-ami ponieważ one poszły do parku maszyn a Starami chyba 66, bo były nowe które wyjechały z magazynów i stare które domyślam się że używane były na co dzień. Jednostek wojskowych było w Gdańsku z różnych miast kilka, my mieliśmy znak jaskółki na pojazdach (kółko a w nim szybująca w dół jaskółka). Przeważnie patrole miałem Długa (obok Neptuna) -Długi Targ-Motława dalej Piwna (na której mieścił się komisariat MO), dalej hala targowa, Pomnik Kilińskiego bo tak chyba się nazywał i z powrotem do bramy wejściowej na rynek starego miasta. Niekiedy przy bramie głównej Stoczni Gdańskiej ale sporadycznie żeby nie drażnić swoją obecnością co by mogło doprowadzić do jakiejś sytuacji konfliktowej, oczywiście pod trzema krzyżami, w Gdańsku Wrzeszczu, Zaspie i innych dzielnicach. Ale najwięcej na Długim Targu przy Neptunie, zawsze nas zawożono na komisariat przy ul. Piwnej i stamtąd wychodziło się na patrole, tam też przydzielano nam jednego gliniarza czasami dwóch do nas. Niektórzy z nich to byli nawet sympatyczni ale większość to typowi buce, nieraz mi ręka delikatnie drgnęła żeby któremuś przyłożyć tak jak w dzień sylwestra, kiedy to godzinę milicyjną odwołano ze względu na nowy rok.
Utwórz konto lub zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji..
Musisz być zarejestrowanym użytkownikiem, aby móc opublikować odpowiedź.
Utwórz konto
Zarejestruj się, aby dołączyć do Nas!
Zarejestrowani użytkownicy, mają dużo więcej przywilejów, związanych z użytkowaniem forum.
Rejestracja i korzystanie z forum jest całkowicie bezpłatne.
