Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile
-
Kreska poznańska
Dla Bociana parę słów na temat Czarnej Drogi. Jej właściwa nazwa to ulica Kryniczna. Łączyła Warsztatową z ulicą Okrzei i chyba nadal łączy, choć dziś, w towarzystwie prawdziwej, asfaltowej szosy pomiędzy dwoma rondami, wygląda na zapomnianą ścieżynkę. Była kidedyś szeroką aleją pomiędzy Bagnami i łąką Niwki. Wyznaczały ją wiekowe, potężne drzewa, z których jedno zostało pod koniec lat 50-tych ścięte pionowo w połowie przez piorun. Droga przechodziła nad odnogą rzeczki Farbiarskiej. Był tam mały mostek z żelazną balustradą po obu stronach. Przy ul. Krynicznej, w starej wilii znajdował się kiedyś dom poprawczy dla dziewcząt, jeśli się nie mylę.
Nazwa "Czarna Droga" nie powstała w czasach powojennych. Tak ją nazywano jeszcze przed I wojną światową, zapewne sporo przed.
Pod koniec lat 50-tych uregulowano tę część rzeczki przy mostku i wysypano żwirową odnogę Czarnej Drogi od mostku do ulicy Okrzei przy drugim moście, nad głównym nurtem rzeki Farbiarskiej.
Ruch na tych drogach odbywał się niemały, choć nie samochodowy. Zdarzały się wozy konne z węglem, ale przede wszystkim korzystali z nich piesi i rowerzyści, pracujący w ZNTK.
Pozdrówka.
Nazwa "Czarna Droga" nie powstała w czasach powojennych. Tak ją nazywano jeszcze przed I wojną światową, zapewne sporo przed.
Pod koniec lat 50-tych uregulowano tę część rzeczki przy mostku i wysypano żwirową odnogę Czarnej Drogi od mostku do ulicy Okrzei przy drugim moście, nad głównym nurtem rzeki Farbiarskiej.
Ruch na tych drogach odbywał się niemały, choć nie samochodowy. Zdarzały się wozy konne z węglem, ale przede wszystkim korzystali z nich piesi i rowerzyści, pracujący w ZNTK.
Pozdrówka.
Puma - to nie takie proste. Wygląd układ architektoniczny itp. nie decydował o przyznaniu statusu "tysiąclatki".
Pamiętam, że w każdej "Tysiąclatce" była "wmurowana" tablica pamiątkowa. Jeśłi możesz sprawdz może jest w tj szkole przy ul.Brzechwy, w szkole nr 3.
A tak na marginesie kiedyś czytałem, że tego tysiąca szkól nie wybudowano. Ponoć skończyło sie to na ok. 750 (o ile pamiętam 736).
Czyli można powiedzieć kolejna akcja, rozpoczęta z rozmachem i nie dokończona.
Tłumaczenie było bardzo logiczne- nie przewidziano, że "idzie niż demograficzny i ze nie będzie miał kto chodzić do tego tysiąca szkół. Może i racja!!!?
Pamiętam, że w każdej "Tysiąclatce" była "wmurowana" tablica pamiątkowa. Jeśłi możesz sprawdz może jest w tj szkole przy ul.Brzechwy, w szkole nr 3.
A tak na marginesie kiedyś czytałem, że tego tysiąca szkól nie wybudowano. Ponoć skończyło sie to na ok. 750 (o ile pamiętam 736).
Czyli można powiedzieć kolejna akcja, rozpoczęta z rozmachem i nie dokończona.
Tłumaczenie było bardzo logiczne- nie przewidziano, że "idzie niż demograficzny i ze nie będzie miał kto chodzić do tego tysiąca szkół. Może i racja!!!?
-
Kreska poznańska
Wydaje mi się, że Jerzyk ma rację. Pamiętam odejście "Trójki" z budynku przy Buczka i nie nazwano jej nowej siedziby "Tysiąclatką".
W tym budynku przy Buczka mieściła się także szkoła specjalna dla dzieci upośledzonych.
Boisko szkolne zostało w latach 60-tych okrojone. Przedtem wystarczało, żeby podzielić je (w sposób naturalny, bo pośrodku rosły okazałe drzewa) na dwie szkoły, czyli Jedynkę i Trójkę. Boisko otaczał czerwony, ceglany mur. Przy wejściach na teren szkoły przez żelazne, zdobione bramy, na szkolnym podwórku szło się po wyboistych kamieniach, zwanych "kocimi łbami".
W szkole nie było wtedy toalet. Dwie duże znajdowały się w przybudówkach na obu skrzydłach budynku. Jedna dla dziewcząt, druga dla chłopców. Pamiętam, że często jedna z nich była nieczynna z powodu awarii. Woda je zalewała na nawet do sufitu.
Na ostatnim piętrze po stronie Jedynki znajdowała się aula, a w niej scena z ciężką, aksamitną kotarą. Tam odbywały się akademie, a także wyświetlano nam filmy. Początkowo za darmo, potem pobierano opłaty za filmy ponadprogramowe. Pamiętam, że wystarczyło mi sprzedać w sklepie butelkę po śmietanie by kupić sobie bilet...
W tym budynku przy Buczka mieściła się także szkoła specjalna dla dzieci upośledzonych.
Boisko szkolne zostało w latach 60-tych okrojone. Przedtem wystarczało, żeby podzielić je (w sposób naturalny, bo pośrodku rosły okazałe drzewa) na dwie szkoły, czyli Jedynkę i Trójkę. Boisko otaczał czerwony, ceglany mur. Przy wejściach na teren szkoły przez żelazne, zdobione bramy, na szkolnym podwórku szło się po wyboistych kamieniach, zwanych "kocimi łbami".
W szkole nie było wtedy toalet. Dwie duże znajdowały się w przybudówkach na obu skrzydłach budynku. Jedna dla dziewcząt, druga dla chłopców. Pamiętam, że często jedna z nich była nieczynna z powodu awarii. Woda je zalewała na nawet do sufitu.
Na ostatnim piętrze po stronie Jedynki znajdowała się aula, a w niej scena z ciężką, aksamitną kotarą. Tam odbywały się akademie, a także wyświetlano nam filmy. Początkowo za darmo, potem pobierano opłaty za filmy ponadprogramowe. Pamiętam, że wystarczyło mi sprzedać w sklepie butelkę po śmietanie by kupić sobie bilet...
Puma!
Wszystko jest OK, nie o to w tym forum chodzi - a mylić się jest rzeczą ludzką.
Zresztą w innym miejscu napisałem, że nie ma nic bardziej nietrwałego niż ludzka wdzięczność i ludzka pamięć!
Choć złośliwi twierdzą, że na starość pamięta się wierszyki i ...wiele zdarzeń z dzieciństwa a nie pamięta się co się jadło na obiad godzinę czy kilka godzin temu- i podobno to nie jest problemem.
Gorzej, że się nie pamięta czy się robiło -kupę!!! a to jak twierdzi Kaczyński (BOGUSŁAW) jest wielkim sukcesem (patrz ostatni "Przegląd" nr 39 datowany 30.09.2007 str. 40-43)!
A może ja poprostu nie jestem jeszcze aż tak stary?
PS.Chociaż jak wiem Pan Bogusław jest nieco młodszy!
Wszystko jest OK, nie o to w tym forum chodzi - a mylić się jest rzeczą ludzką.
Zresztą w innym miejscu napisałem, że nie ma nic bardziej nietrwałego niż ludzka wdzięczność i ludzka pamięć!
Choć złośliwi twierdzą, że na starość pamięta się wierszyki i ...wiele zdarzeń z dzieciństwa a nie pamięta się co się jadło na obiad godzinę czy kilka godzin temu- i podobno to nie jest problemem.
Gorzej, że się nie pamięta czy się robiło -kupę!!! a to jak twierdzi Kaczyński (BOGUSŁAW) jest wielkim sukcesem (patrz ostatni "Przegląd" nr 39 datowany 30.09.2007 str. 40-43)!
A może ja poprostu nie jestem jeszcze aż tak stary?
PS.Chociaż jak wiem Pan Bogusław jest nieco młodszy!
-
Kreska poznańska
Czytając parę dni temu wiadomość o aresztowaniu psedokibiców podejrzanych o zabójstwo, nasunęło mi się wspomnienie z dość wczesnych lat dzieciństwa, kiedy to na mecze piłkarskie chodziło się w Pile z całą rodziną. Na widowni stadionu Polonia przy Okrzei rozsiadali się mążowie, żony i dzieci w różnym wieku. Zabierano ze sobą kanapki, coś do picia i urządzano piknik.
Nie bywałam póżniej na meczach piłkarskich i nie bywam obecnie. Czy może w dzisiejszych czasach mecze piłkarskie wyglądają podobnie?

Nie bywałam póżniej na meczach piłkarskich i nie bywam obecnie. Czy może w dzisiejszych czasach mecze piłkarskie wyglądają podobnie?
-
ziolek
- PRZYJACIEL
- Posty: 1905
- Rejestracja: 14 maja 2006, 17:32
- Lokalizacja: Piła
- Polubiono: 5 razy
- Kontakt:
Sportem się nie interesuje.Jedyny mecz piłkarski na jakim byłem to w 2005 roku pilskiego MKP. Mogę tylko przypuszać, iż nie jest tak jak było dawniej i jak to Kresko opisujesz.
Już dawno mówiono, że podobne sceny miały miejsce w czasie meczy żużlowych.Wspomniano przy tym,że dawniej bilety były tańsze i stać było na wspólne wyjście z rodziną.Ponoć dziś już tak nie jest.
Już dawno mówiono, że podobne sceny miały miejsce w czasie meczy żużlowych.Wspomniano przy tym,że dawniej bilety były tańsze i stać było na wspólne wyjście z rodziną.Ponoć dziś już tak nie jest.
-
Kreska poznańska
O właśnie! Mecze żużlowe. Czy one nie odbywały się bardzo dawno temu, czyli we wczesnych latach 50-tych, na stadionie przy Mickiewicza? Wyobrażam sobie, że tam pikniki także mogły mieć miejsce (coś mi się wydaje, że wspominał o tym mój ojciec ś.p.).
Meczy żużlowych zaliczyłam w dzieciństwie bardzo wiele, bo mój brat był zapalonym kibicem i zabierał mnie do wpisywania wyników
.
Pamiętam jeszcze Krzyżaniaka seniora i paru pilskich żużlowców. Niektórych znałam osobiście.
Bilety, faktycznie, drogie nie były.
Meczy żużlowych zaliczyłam w dzieciństwie bardzo wiele, bo mój brat był zapalonym kibicem i zabierał mnie do wpisywania wyników
Pamiętam jeszcze Krzyżaniaka seniora i paru pilskich żużlowców. Niektórych znałam osobiście.
Bilety, faktycznie, drogie nie były.
Hallo
Kochana Kresko !
Byłem w Pile i z przykrością informuję, że obiecanego Foto nie odnalazłem, wnętrza kina w dawnym Domu Kultury "Kolejarz". Przy przeprowadzce, (przy której mnie nie było) wiele rzeczy....
I tak na przykład : wiele starych fotografii na szkle, mojego dziadka, i wiele wiele innych starych rzeczy z piwnicy stało się niepotrzebnych. A Szkoda, no cóż... czasami tak bywa.
Ale wspominasz o Żużlu, nie wiem czy pamiętasz ale w Pile były dwie dyscypliny : Żużlowcy i Motocross.
Motocross było chyba 2 grupy, (niestety nie pamiętam dokładnie, w przyszłości to uzupełnię).
Jednym z nich było Koło Motocrossowe "Włókniarz", przy Zakładach Roszarniczych. W tamtych czasach Motocross w Pile miał 2 kobiety, które lubiły szybkie poniemieckie motory. Wadą tego sprzętu było to, że jeździły tylko bardzo szybko. Na pustych ulicach miasta, które miało wtedy tylko dwie Taxi nr.1 i nr.2 jeździło się wygodnie szybkimi motorami. Dla niektórych zdziwienie, może zgorszenie, kobieta na dwóch
kółkach na motorze ! (kobiety nie były kwalifikowane do żużlu na stadionach, uczestniczyły w różnych poza stadionowymi wyprawach motorami)
Oto chyba jedyne zachowane Foto "Włókniarza" 1956 rok
Na tym Foto nie ma drugiej kobiety, rozbiła się na jednym z motorów wchodząc w zakręt na Koszycach wpadła na drzewo koło młyna i zginęła. (nazwiska uzupełnię)
Pozdrawiam
Tom
Kochana Kresko !
Byłem w Pile i z przykrością informuję, że obiecanego Foto nie odnalazłem, wnętrza kina w dawnym Domu Kultury "Kolejarz". Przy przeprowadzce, (przy której mnie nie było) wiele rzeczy....
I tak na przykład : wiele starych fotografii na szkle, mojego dziadka, i wiele wiele innych starych rzeczy z piwnicy stało się niepotrzebnych. A Szkoda, no cóż... czasami tak bywa.
Ale wspominasz o Żużlu, nie wiem czy pamiętasz ale w Pile były dwie dyscypliny : Żużlowcy i Motocross.
Motocross było chyba 2 grupy, (niestety nie pamiętam dokładnie, w przyszłości to uzupełnię).
Jednym z nich było Koło Motocrossowe "Włókniarz", przy Zakładach Roszarniczych. W tamtych czasach Motocross w Pile miał 2 kobiety, które lubiły szybkie poniemieckie motory. Wadą tego sprzętu było to, że jeździły tylko bardzo szybko. Na pustych ulicach miasta, które miało wtedy tylko dwie Taxi nr.1 i nr.2 jeździło się wygodnie szybkimi motorami. Dla niektórych zdziwienie, może zgorszenie, kobieta na dwóch
kółkach na motorze ! (kobiety nie były kwalifikowane do żużlu na stadionach, uczestniczyły w różnych poza stadionowymi wyprawach motorami)
Oto chyba jedyne zachowane Foto "Włókniarza" 1956 rok
Na tym Foto nie ma drugiej kobiety, rozbiła się na jednym z motorów wchodząc w zakręt na Koszycach wpadła na drzewo koło młyna i zginęła. (nazwiska uzupełnię)
Pozdrawiam
Tom
Tutaj znajdują się inne stare fotografie żużlowców:
http://poloniapila.isp.net.pl/html/histor-foto.php
http://poloniapila.isp.net.pl/html/histor-foto.php
-
Kreska poznańska
Hallo Tom!
Co do zdjęcia z kina, cóż, trochę szkoda, ale da się przeżyć. Gorzej z tymi fotografiami na szkle. To wydaje mi się smutne
Ja, niestety, na temat pilskiego motocrossu ani be ani me nie mogę powiedzieć. Przyznam się, że w ogóle nie wiedziałam, że istniał.
Jest to jednak całkiem ciekawe dowiedzieć się i zobaczyć ślad na fotce.
No to Wy sobie możecie jeszcze trochę o żużlu, czy motokrosie, a ja opowiem w paru słowach co robiła młodzież i starsze dzieci w październiku. Jeździła na przykład do wsi Dolaszewo na wykopki. Zabierano nas rozklekotanymi samochodami wojskowymi. Siedzieliśmy na rzędach ławek pod brezentowym dachem i śpiewaliśmy pieśni żołnierskie i biesiadne. Zarobione przez klasę pieniądze przeznaczaliśmy na wycieczki. No i trzeba było się napracować, niestety. Kartoflami też się rzucaliśmy i też zdarzało się, że dostało się niechcący wychowawcy. Sądzę, że dziś wszystko wygląda podobnie i młodzież nadal pomaga w pracach polowych. Może tylko dociera na miejsce autobusami. W zasadzie, udział w wykopkach był obowiązkowy, ale mogli z tego zwolnić pisemnie rodzice.
A czyny społeczne to jeszcze inna historia. Było ich niemało. Te typowo jesienne to sprzątanie parku i skwerów. Niektóre z czynów społecznych miały charakter sezonowy, inne dostosowane były do sytuacji powstającego z gruzów miasta, jeszcze inne polegały na przygotowywaniu się do świętowania. Moim tu zadaniem nie jest ocena sensowności tych ostatnich. Podaję tylko fakty. Sensowności czynów sezonowych i przy wznoszeniu miasta z gruzów chyba nikt nie może poddać w wątpliwość.
Pozdrawiam wszystkich w ciepłych barwach jesieni.
Co do zdjęcia z kina, cóż, trochę szkoda, ale da się przeżyć. Gorzej z tymi fotografiami na szkle. To wydaje mi się smutne
Ja, niestety, na temat pilskiego motocrossu ani be ani me nie mogę powiedzieć. Przyznam się, że w ogóle nie wiedziałam, że istniał.
Jest to jednak całkiem ciekawe dowiedzieć się i zobaczyć ślad na fotce.
No to Wy sobie możecie jeszcze trochę o żużlu, czy motokrosie, a ja opowiem w paru słowach co robiła młodzież i starsze dzieci w październiku. Jeździła na przykład do wsi Dolaszewo na wykopki. Zabierano nas rozklekotanymi samochodami wojskowymi. Siedzieliśmy na rzędach ławek pod brezentowym dachem i śpiewaliśmy pieśni żołnierskie i biesiadne. Zarobione przez klasę pieniądze przeznaczaliśmy na wycieczki. No i trzeba było się napracować, niestety. Kartoflami też się rzucaliśmy i też zdarzało się, że dostało się niechcący wychowawcy. Sądzę, że dziś wszystko wygląda podobnie i młodzież nadal pomaga w pracach polowych. Może tylko dociera na miejsce autobusami. W zasadzie, udział w wykopkach był obowiązkowy, ale mogli z tego zwolnić pisemnie rodzice.
A czyny społeczne to jeszcze inna historia. Było ich niemało. Te typowo jesienne to sprzątanie parku i skwerów. Niektóre z czynów społecznych miały charakter sezonowy, inne dostosowane były do sytuacji powstającego z gruzów miasta, jeszcze inne polegały na przygotowywaniu się do świętowania. Moim tu zadaniem nie jest ocena sensowności tych ostatnich. Podaję tylko fakty. Sensowności czynów sezonowych i przy wznoszeniu miasta z gruzów chyba nikt nie może poddać w wątpliwość.
Pozdrawiam wszystkich w ciepłych barwach jesieni.
Utwórz konto lub zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji..
Musisz być zarejestrowanym użytkownikiem, aby móc opublikować odpowiedź.
Utwórz konto
Zarejestruj się, aby dołączyć do Nas!
Zarejestrowani użytkownicy, mają dużo więcej przywilejów, związanych z użytkowaniem forum.
Rejestracja i korzystanie z forum jest całkowicie bezpłatne.