A to sie porobilo

:roll: . Hrabciu drogi

, niech Ci nie chodza po glowie takie mysli by przestac tu pisac. Pomysl, ile mamy jeszcze do opowiedzenia mlodym ludziom. Bardzo pocieszajace jest to, ze chca nas sluchac (pozdrawiam Was serdecznie). Ty, nie dosc, ze masz duzo konkretnego do powiedzenia, wprowadzasz tu bardzo sympatyczna, wrecz rodzinna atmosfere. Zarazasz dobrym humorem

.
Powiedzieliscie sobie, Panowie, troche tego i owego...no i ...
Ok, to ja bym nie miala nic przeciwko pomnikowi Baby Jagi na skwerku przy Placu Zwyciestwa. Niekoniecznie cos duzego, moglaby to byc figurka, a figurki czesto zdobia miejskie parki i skwery. No i jakby jeszcze koze miala...

. A moze tak nad rzeka? Tam, gdzie pasla swoje kozy?
Tak, Makroku, jesli miasto chce miec swoj szczegolny wyraz, powinno brac pod uwage to, ze sklada sie w wiekszosci z prostych ludzi, ktorzy wniesli i wnosza swoj wklad w jego charakter. Wklad niektorych byl na tyle szczegolny, ze zapewnil im popularnosc. Jesli nie raniloby to niczyich uczuc, mozna by zapewne uwieczniac rzezbami naszych wybranych Oryginalow.
A co do cyrkow, ktore zajezdzaly do naszego miasta... Zanim sie jeszcze rozbily ze swoim namiotem na wyznaczonym im miejscu, juz rzesza dzieci witala ich na stacji kolejowej, przy dworcu towarowym. No wlasnie, pamietam, ze transport ich kolorowych wozow odbywal sie koleja. Moze jednak nie tylko koleja. Przy ul.Towarowej zbieralismy sie by podziwiac, by zobaczyc na wlasne oczy artystow cyrkowych, albo i jakiego grzywiastego i groznego lwa w klatce. Potem podpatrywalismy ich jak montuja elementy areny, widowni, jak karmia zwierzeta, jak cwicza salta.
Przyjazd cyrku do miasta byl dla nas wielkim przezyciem. To byla wyjatkowa rozrywka, ogrom radosci. Z perspektywy czasu i juz jako telewidz, majacy pare setek programow tv, jako internautka, uwazam, ze nasz powod do radosci nie byl wcale niczym dziwnym i uzasadnionym tylko mozliwosciami danych czasow. Przeciez nic nie moze zastapic przezycia pewnych wydarzen artystycznych na zywo. Ktos by tu moze chetnie podyskutowal nad okresleniem "wydarzenie artystyczne" w stosunku do cyrku. Coz, ja jestem za tym by te forme jednak takze doceniac.
Z moich najmlodszych lat pamietam, ze cyrk stacjonowal na placu targowym pomiedzy ul.Towarowa i 1 Maja. Pozniej najczesciej przy Bydgoskiej. Raz usadowil sie przy Stawkach, na tylach szkoly zawodowej.
Cyrk przyjezdzal raz do roku i stacjonowal kila dni. Zegnalismy artystow, gdy odjezdzali i znow wracalismy na nasze podworka by pograc np. w "chlopka" kawalkiem dachowki.
Ubolewam nad tym, ze nie mam zadnych zdjec z cyrku. Coz, w tamtych czasach mielismy, owszem, dobry aparat Kodaka, ktory robil 8 zdjec na jednej kliszy

i trzeba bylo nimi gospodarowac odpowiednio.
Szczegolnych przygod z cyrku nie pamietam, niestety, oprocz tego, ze ktoregos razu zdenerwowal sie lew i nie mozna bylo kontynuowac pokazu tresury (zwierzat cyrkowych jest mi bardzo zal).
I jeszcze wspomne jak to po raz pierwszy stalam sie telewidzem. Jedni z naszych sasiadow kupili sobie takie cacko i zaprosili dzieciaki. Oj, mala wtedy bylam. Patrzylam na prezenterke tv z zadziwieniem, bo ona patrzyla na mnie. Wpadlam na pomysl by pokazac jej jezyk i zaraz sie schowac za szafa. Czekalam za szafa w napieciu az pani prezenterka powie, ze jestem niegrzeczna. Na szczescie...

podarowala mi ten wybryk.
Pozdrowka dla wszystkich
