Strona 13 z 13

Re: Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile

: 22 mar 2012, 17:33
autor: pilanin
Dawny Pilaninie, Jerzyku, Kresko i wielu innych forumowiczów - jesteście skarbnicą wiedzy, czyta się Wasze wspomnienia z zapartym tchem. Nie przejmujcie się polskimi znakami, to nie jest aż takie ważne. Każdy z Was widział tamtą Piłę z innej strony, a my wszyscy czytając składamy w całość. Mówiąc krótko - piszcie wszystko to, co tylko Wam się przypomni. Gorąco pozdrawiam :-)

Re: Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile

: 23 mar 2012, 21:51
autor: Jerzyk
Co prawda to o kościele św. Antoniego - jeśli się nie mylę drugim kościele katolickim w Pile. Pierwszy to kościół św. Rodziny, no zaraz zaraz a kościół świętych Janów, ten w którym był chrzczony Stanisław Staszyc? Ten na miejscu którego stoi Hotel "Rodło" - przepraszam Gromady. Nie mieszkam w Pile stąd być może te błędy. Kościół w którym nigdy nie miało paść żadne polskie słowo - ten kościół ma chyba swoją stronę. Ale poza tą stroną. W czasach gdy mieszkałem w Pile (a są to czasy prehistoryczne - dla większości z Was - 1946 - 1985) pisało się o nim, że jest to jeden z pięciu kościołów na świecie w tzw. stylu pudełkowym. Że (ja wiem, że nie zaczyna się zdania od "a więc" czy "że" ale niech będzie!) ...że ten wiszący na krzyżu drewniany obity blachą Chrystus to... największa figura wystawiona w kościele!? Byłem w Rzymie, w Wiedniu (w katedrze św. Szczepana czy jak chcą niektórzy św. Stefana) w Paryżu też w kilku kościołach i faktycznie nie widziałem większej figury!!! Służyłem tam wielokrotnie (może i sto kilka razy...???) do mszy. I nawet malowidła w Asyżu i w krużgankach w których ponoć chadzał (wtedy jeszcze NIE) święty Franciszek te malowidła niczego nie przypominają i są naprawdę oryginalne. W latach 60-tych gdy w PDK - wiecie co to było? A tam działał Amatorski Klub Filmowy chcieliśmy nakręcić w tych wnętrzach (kościoła św. Antoniego) film sceny z wojny zestawione z tymi malowidłami. Niestety nie dostaliśmy zgody nie tylko władz kościelnych ale głównie i przede... Cenzury. W tamtych czasach cenzura (wbrew temu co się teraz nagminnie wmawia) chroniła dobrego imienia nie tylko PARTII ale i innych w tym kościoła. Po prostu nie można było naruszać nie tylko dobrego imienia ale i pewnych ZASAD.
A kościół ten pamiętam od lutego 1946. Gdy po raz pierwszy wtedy 7-mio letni (i parę miesięcy) szkrab po raz pierwszy szukając kościoła, zobaczyłem w świetle księżyca ten betonowy krzyż!!!
A patrzyłem zza węgła budynku przy ul. Ludowej chyba to jest nr 7!!!
No ale i ja przepraszam. Za zmianę tematu - przecież to nie jest o spędzaniu wolnego czasu.
A tak na marginesie noce z soboty na niedzielę w latach 54-56 spędzaliśmy... z kolegami przy rozładowywaniu wagonów w krochmalni. Była za to niezła kasiora! Fakt! Ale czy ktoś to jeszcze pamięta???
Czytałem niedawno - może miesiąc temu książkę - "Ocaleni z XX wieku", było tam przecudne motto, które bardzo pasuje do Nas (tych starszych) piszących tu na tym forum.
"Po nas już nikt tego nie opowie a co najwyżej przeczyta".

Pozdrawiam i... obiecuję dalsze opowieści.

Re: Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile

: 11 kwie 2012, 00:46
autor: Dawny Pilanin
Witajcie po świętach !

Do Kolarzysty - fajna zabawa to była zimą, gdy do tego stawku zjeżdżało się sankami po stoku nachylonym pod kątem chyba 45 st. Ale najbardziej emocjonujący przeżyłem, jak tylko raz zjechałem z wysokiej górki za cegielnią "WAWEL". Start był przy betonowym bunkrze (stał na szczycie), a meta na dole ulicy Wawelskiej. Ale dlaczego tylko raz? Bo ledwo żyłem ze strachu po tym szaleńczym zjeździe, oraz dlatego, że tego pędu nie wytrzymały sanki. Tak się rozklekotały, że drugi raz nie mogłem już nikomu zaimponować.
Jak kto z obecnej młodzieży chciałby zasmakować ekstremalne przeżycia, to polecam te właśnie miejsce.
Wielkanoc otwierała sezon na zabawy dla męskiej dziatwy w tamtych czasach (49-54 rok) najatrakcyjniejsze. Zabawy wystrzałowe w pełnym tego słowa znaczeniu. Huk to było to, co nas podniecało. A sposobów na to było kilka. Pierwszy; to strzelanie z nabojów karabinowych, które "pozyskiwało" się wyprawiając się do lasu na Bydgoską , jak to się mówiło "na zbrojownie". Tam budynku żadnego nie było, ale wystarczyło trochę odgarnąć mech, a "kulek" było całe kieszenie, a i proch w laskach też był. A HUK? Huk i emocja była jak się te kulki wrzuciło do ogniska. Pewnie nie tylko nasza paczka to robiła, sądzę, że chłopaki tak się zabawiali powszechnie i wypadków było dużo. Później dominował bezpieczniejszy chyba sposób. Z naboju wyjmowało się pocisk (czubek), częściowo wysypywało się proch, wbijało się czubek wgłąb łuski, kładło się na kamieniu i u wylotu łuski sypało się usunięty wcześniej proch. Teraz trzeba tylko zapalić proch i "w nogi". Czy to było bezpieczniejsze, pewnie nie, chociaż mieliśmy przekonanie, że jak ustawi się wylot w kierunku odwrotnym do drogi ucieczki,to będzie dobrze.
Drugi sposób na robienie huku, to "strzelanie z klucza". Klucz musiał być duży i z dziurą. Teraz takich kluczy już nie ma, a wtedy od bram i wrót były! Potrzebny był jeszcze stępiony na płask duży gwóźdź, który miał wchodzić w dziurę klucza i około 1 metr sznurka. Sznurek ten wiązało się na uchu klucza i łepek gwoździa. Do dziurki klucza należało wepchnąć zeskrobaną siarkę z trzech zapałek, włożyć gwóźdź stępioną stroną i z rozmachem oburącz walnąć o krawężnik. Satysfakcja z huku była nie licha, zużycie zapałek było duże, ale nie były już drogie. A propo`s zapałek, kto z was testował "Zapałki Sztormowe" przy pomocy piasku? Zapaloną zapałkę wsuwało się w piasek, a po wyjęciu paliła się w dalszym ciągu!! Ech, dawniej to były zapałki...
Trzeci wreszcie sposób na huk, to strzelanie z puszki! Do puszki z wciskanym wieczkiem i z otworkiem w dnie wkładało się bryłkę karbidu. Teraz pluło się na karbid, zaciskało wieczko, a następnie do otworka przykładało się palącą zapałkę. Eksplodujący acetylen z hukiem wywalał wieczko i... o to chodziło!!
Nie wiem, czy nie za dokładnie opisuję technikę huku w tamtych czasach i pewnie niewiasty są nieco znużone, nie chciałem pisać instrukcji, ale tak spędzaliśmy wtedy swój "wolny" czas; czas, który minął 55 lat temu.
Kończąc, pozdrawiam Pilan z obszaru Wawelskiej i wszystkich czytelników.

Re: Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile

: 12 paź 2025, 16:55
autor: Kapralq
Na stadionie OSiR przy ul. Bydgoskiej w Pile, w 1983 roku odbył się pokaz czechosłowackiej grupy kaskaderów pt. Tempo 83. Zdjęcia z tego wydarzenia autorstwa p. Eugeniusza Mikuszewskiego zamieszczono w "Tygodniku Pilskim" nr 36 z 4 września 1983 roku. Na obiekcie komplet widzów...


Re: Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile

: 04 mar 2026, 11:13
autor: Kartuzik44
Piękne i niezwykle nastrojowe wspomnienia! Czytając o spacerach "warszawską Marszałkowską" w Parku Miejskim czy karmieniu jelenia, można niemal poczuć klimat tamtej Piły. To wspaniała inicjatywa – takie opowieści „od kuchni” mają dla młodszych pokoleń o wiele większą wartość niż suche daty z podręczników.