Jak spędzaliśmy czas w powojennej Pile
Muszę zaprotestować!!! Wątek miał być o tym jak spędzaliśmy czas a zaczęliśmy oglądać zdjęcia! Do tego mamyprzecież inne wątki i jeśli się nie mylę aż dwa! W tym jeden zagadkowy, gdzie trzeba zgadnąć - co to jest, żeby można było umieścić swoje zdjęcie. Drugi o Pile w latach odbudowy.
No ale "jak spędzaliśmy..." To wszystko zależy w jakich to było latach i kto na ile był "dorosły". Dla przykładu ja jako kilkuletni "nielat" czy "małolat" nie chodziłem ani do "Małpiego Gaju" ani do "Tramwaju" bo to nie były dla mnie takie rozrywki!
Co nie wiecie co to "Małpi Gaj" i "Tramwaj"?
No to do rzeczy - Tramwaj to była na owe lata (a mówię o prehistorycznych latach końca lat 40-tych) najbardziej ekskluzywna knajpa co ja piszę to był prima lokal dancingowy.
Tam się spotykała śmietanka towarzyska Piły (i nie tylko). Dzisiejszy adres: ul. 11 listopada pierwszy dom po prawej patrząc od mostu. Albo przy moście. Na dole była restauracja a u góry hotel na ok. 5o miejsc.
Patrząc tak przez pryzmat lat - TEN FRAGMENT TEKSTU DOZWOLONY TYLKO OD LAT 18 - to była bardzo wygodna sprawa. "Patelnia" na dole a potem z... na górę dla dogrzania."MALOLATY" MOGĄ JUŻ DALEJ CZYTAĆ.
Z lokalem tym była związana swego typu legenda czy anegdota.
Mimo, że wiem, że już nie ma między nami jej bohatera (znałem go osobiście i na ten temat z nim rozmawiałem) nie będę posługiwał się jego nazwiskiem. Otóż w trakcie jednego z dancingów, obecny na nim porucznik czołgistów - "słowiańska fantazja i słowiańska krew" z jakichś powodów postanowił się pokazać. Będąc już "na środkach dopingujących" (czytaj na gazie - po kilku głębszych, małe ilości alkoholu p. Michałowi szkodziły!) - udał się na ul. Kossaka czy Mireckiego. W tym trójkącie stacjonował 9 Zaodrzański Pułk Piechoty - mimo, że "piechoty" miał - bo musiał czołgi! Jednego z nich d-cą był p. Michał (imię oryginalne). Odpalił go uruchomił i podjechał po drewnianym moście - był taki - przy ul. Bulwarowej - prostopadłej do ul. Bieruta i do stojącej przy niej restauracji i... wjechał tym czołgiem przez okno!!! Sic!
Do dziś jak się nie mylę na parterze są takie "gabarytne okna" w tym budynku.
Co było dalej?
Oczywiście pan porucznik musiał się pożegnać z mundurem (ale nie pomnę czy zaraz czy po latach). Ale sława "małojecka" została... do dziś! Michale cześć Twojej pamięci.
A "małpi Gaj" jak jedziecie ul. Poznańską pod górkę przed skrzyżowaniem z Wiosny Ludów (chyba nawa ta pozostała) po prawej stronie jest taka kępka drzew, za ul. Kościuszki przy podjeździe w "górę". Tam był też lokal i to co pamiętam z ust mojej matki chodzili tam się przytulać, potańczyć a nawet... znowu musiałbym małolatów "wyłączyć" a nawet i... no ja wiem a dorośli się domyślają (czy czasem znowu ktoś nie napisze, że lekceważę młodych i nie chcę się podzielić posiadaną wiedzą??).
Ale przyznam się nie piszę co robili z obawy by Administrator mnie nie zablokował.
No a później w latach gdy już i ja wiedziałem po co się chodzi do "małpiego gaju" - to już go nie było.
To znaczy teren i rejon pozostał ale nie było już knajpki!? A być może i szkoda. Choć przyznam, że z Roosevelta gdzie wtedy mieszkałem byłoby kawał drogi, nawet przez mosty kolejowe i nad rzeką.
Ale może o tym gdzie się chodziło na tańce a gdzie na przytulanki w latach 1950-1960 następnym razem.
Dodam tylko, że o ile ja pamiętam to w tych początkowych latach była "knajpka" - dziś powiedziano by "Pub" na rogu... Kwiatowej i Karola Marksa. Wejście było od szczytu. Dom stoi do dziś!
Chodziłem tam z ojczymem kiedyśmy szli do jego rodziców na Kolejową.
Miała przepyszną nazwę - "Spokojna Głowa" a prowadził ją pan Rygielski.
O ile wiem On już nie żyje. A przed dwoma czy trzema laty na cmentarzu spotkałem jego syna. Nie wiem czy żyje? Jeśli to ma już ok. 75 lat.
No i był na drugiej stronie - miasta "Dziad" - ul. Bydgoska (za skrzyżowaniem z Roosevelta) w kier. Wawelskiej).
Oj przetrwał bardzo długo!!! Była też mała knajpka przy Ludowej ale może o tych i innych później bo już za dużo tekstu.
No ale "jak spędzaliśmy..." To wszystko zależy w jakich to było latach i kto na ile był "dorosły". Dla przykładu ja jako kilkuletni "nielat" czy "małolat" nie chodziłem ani do "Małpiego Gaju" ani do "Tramwaju" bo to nie były dla mnie takie rozrywki!
Co nie wiecie co to "Małpi Gaj" i "Tramwaj"?
No to do rzeczy - Tramwaj to była na owe lata (a mówię o prehistorycznych latach końca lat 40-tych) najbardziej ekskluzywna knajpa co ja piszę to był prima lokal dancingowy.
Tam się spotykała śmietanka towarzyska Piły (i nie tylko). Dzisiejszy adres: ul. 11 listopada pierwszy dom po prawej patrząc od mostu. Albo przy moście. Na dole była restauracja a u góry hotel na ok. 5o miejsc.
Patrząc tak przez pryzmat lat - TEN FRAGMENT TEKSTU DOZWOLONY TYLKO OD LAT 18 - to była bardzo wygodna sprawa. "Patelnia" na dole a potem z... na górę dla dogrzania."MALOLATY" MOGĄ JUŻ DALEJ CZYTAĆ.
Z lokalem tym była związana swego typu legenda czy anegdota.
Mimo, że wiem, że już nie ma między nami jej bohatera (znałem go osobiście i na ten temat z nim rozmawiałem) nie będę posługiwał się jego nazwiskiem. Otóż w trakcie jednego z dancingów, obecny na nim porucznik czołgistów - "słowiańska fantazja i słowiańska krew" z jakichś powodów postanowił się pokazać. Będąc już "na środkach dopingujących" (czytaj na gazie - po kilku głębszych, małe ilości alkoholu p. Michałowi szkodziły!) - udał się na ul. Kossaka czy Mireckiego. W tym trójkącie stacjonował 9 Zaodrzański Pułk Piechoty - mimo, że "piechoty" miał - bo musiał czołgi! Jednego z nich d-cą był p. Michał (imię oryginalne). Odpalił go uruchomił i podjechał po drewnianym moście - był taki - przy ul. Bulwarowej - prostopadłej do ul. Bieruta i do stojącej przy niej restauracji i... wjechał tym czołgiem przez okno!!! Sic!
Do dziś jak się nie mylę na parterze są takie "gabarytne okna" w tym budynku.
Co było dalej?
Oczywiście pan porucznik musiał się pożegnać z mundurem (ale nie pomnę czy zaraz czy po latach). Ale sława "małojecka" została... do dziś! Michale cześć Twojej pamięci.
A "małpi Gaj" jak jedziecie ul. Poznańską pod górkę przed skrzyżowaniem z Wiosny Ludów (chyba nawa ta pozostała) po prawej stronie jest taka kępka drzew, za ul. Kościuszki przy podjeździe w "górę". Tam był też lokal i to co pamiętam z ust mojej matki chodzili tam się przytulać, potańczyć a nawet... znowu musiałbym małolatów "wyłączyć" a nawet i... no ja wiem a dorośli się domyślają (czy czasem znowu ktoś nie napisze, że lekceważę młodych i nie chcę się podzielić posiadaną wiedzą??).
Ale przyznam się nie piszę co robili z obawy by Administrator mnie nie zablokował.
No a później w latach gdy już i ja wiedziałem po co się chodzi do "małpiego gaju" - to już go nie było.
To znaczy teren i rejon pozostał ale nie było już knajpki!? A być może i szkoda. Choć przyznam, że z Roosevelta gdzie wtedy mieszkałem byłoby kawał drogi, nawet przez mosty kolejowe i nad rzeką.
Ale może o tym gdzie się chodziło na tańce a gdzie na przytulanki w latach 1950-1960 następnym razem.
Dodam tylko, że o ile ja pamiętam to w tych początkowych latach była "knajpka" - dziś powiedziano by "Pub" na rogu... Kwiatowej i Karola Marksa. Wejście było od szczytu. Dom stoi do dziś!
Chodziłem tam z ojczymem kiedyśmy szli do jego rodziców na Kolejową.
Miała przepyszną nazwę - "Spokojna Głowa" a prowadził ją pan Rygielski.
O ile wiem On już nie żyje. A przed dwoma czy trzema laty na cmentarzu spotkałem jego syna. Nie wiem czy żyje? Jeśli to ma już ok. 75 lat.
No i był na drugiej stronie - miasta "Dziad" - ul. Bydgoska (za skrzyżowaniem z Roosevelta) w kier. Wawelskiej).
Oj przetrwał bardzo długo!!! Była też mała knajpka przy Ludowej ale może o tych i innych później bo już za dużo tekstu.
Mareczku - to do tekstu, że nie wiesz jakie to lata! A ja Ci mogę powiedzieć, że muszą to być lata późno po 1956. Bo do 1956 roku w Pile nie było komunikacji autobusowej i trzeba było "z buta" i wyobrażasz sobie jak się mieszkało np. przy Świerkowej czy Topolowej a poderwało się np. Kreskę (która przyznała się gdzieś w tekście, że mieszkała w rejonie ZNTK czy ul. Żeromskiego a nie daj Panie Boże przy ul. Sportowej czy Mickiewicza!?? Ile to się miało w nogach i o której się było w domu? Jak np. dziewczynę się odprowadzało do domu na godz. 22.oo.
Przyzwoite dziewczyny w tamtych czasach nie "szwendały się" po tej godzinie po mieście nawet z własnymi chłopakami (własny chłopak to był taki którego obowiązkowo znali i akceptowali rodzice).
Kreska!!! Przyznasz mi chyba rację - choć wydaje mi się, żeś ode mnie młodsza! Jeśli nie o pokolenie to "o ciut" czyli kilkanaście lat?
Nawet - wracając do zdjęcia - myślę, że było to później gdyż w latach 56-60 przystanek był przy ul. Spokojnej. Tego przejazdu tak jak teraz nie było. "Na Poznań" jeździło się z placu Waryńskiego - a na zdjęciu jest właśnie pl. Waryńskiego w lewo do skrzyżowania z ul. Bieruta i 14 lutego a następnie w prawo w Karola Marksa i do góry na wiadukt.
Czyli wiaduktem drogowym z którego można było zjechać (w lewo) pod dworzec PKP - pod "samiusieńkie" drzwi dworca. A nie jak dziś, trzeba kawał "z buta" No i ulica Poznańska "schodziła" z wiaduktu też inaczej. Bliżej terenu kolejowego.
Stoją tam jeśli się nie mylę do dziś, kasztany. To one rozgraniczały ulicę Poznańską od kolei.
No i teren kolejowy był ogrodzony. A wejście na stację nie było takie łatwe jak dziś.
Ale może o tym w wątku o pilskich kolejach!???
Przyzwoite dziewczyny w tamtych czasach nie "szwendały się" po tej godzinie po mieście nawet z własnymi chłopakami (własny chłopak to był taki którego obowiązkowo znali i akceptowali rodzice).
Kreska!!! Przyznasz mi chyba rację - choć wydaje mi się, żeś ode mnie młodsza! Jeśli nie o pokolenie to "o ciut" czyli kilkanaście lat?
Nawet - wracając do zdjęcia - myślę, że było to później gdyż w latach 56-60 przystanek był przy ul. Spokojnej. Tego przejazdu tak jak teraz nie było. "Na Poznań" jeździło się z placu Waryńskiego - a na zdjęciu jest właśnie pl. Waryńskiego w lewo do skrzyżowania z ul. Bieruta i 14 lutego a następnie w prawo w Karola Marksa i do góry na wiadukt.
Czyli wiaduktem drogowym z którego można było zjechać (w lewo) pod dworzec PKP - pod "samiusieńkie" drzwi dworca. A nie jak dziś, trzeba kawał "z buta" No i ulica Poznańska "schodziła" z wiaduktu też inaczej. Bliżej terenu kolejowego.
Stoją tam jeśli się nie mylę do dziś, kasztany. To one rozgraniczały ulicę Poznańską od kolei.
No i teren kolejowy był ogrodzony. A wejście na stację nie było takie łatwe jak dziś.
Ale może o tym w wątku o pilskich kolejach!???
-
Kreska poznańska
Ponieważ mam pewne kłopoty z internetem i liczę, że uda się je wyeliminować w najbliższych dniach, dzisiaj będzie tylko szybka uwaga, a wkrótce pociągnę dalej trochę moich wizji z przeszłości.
Jestem sercem i duszą całą
za umieszczaniem tu zdjęć nawiązujących do poruszanych kwestii. To nie tylko urozmaica teksty, które młodym ludziom mogą się wydawać monotonne, ale także daje pełniejszy obraz dawnej Piły i także pomaga zawodnej pamięci.
Nie było moim zamiarem konkurować z innymi tematami na forum. Widzę tu zdjęcia, których chyba nie ma gdzie indziej na forum.
W sytuacji, kiedy chciałoby się tekst powiązać ze zdjęciem już istniejącym, dajmy wskazanie gdzie ono istnieje. Na przykład, mówiąc o czasie spędzanym na religii na plebanii koło kościoła Św. Janów, odeślijmy do tematu Jerzyka.
Zakładając temat o spędzaniu czasu, nie miałam na myśli tylko czasu relaksu, rozrywki. Czas można spędzać w szkole, w kolejce po mięso, czy siedząc w poczekalni lekarskiej. Może powinnam była opatrzyć go tytułem: "Jak żyliśmy..."
Chciałabym zachęcić do pisania właśnie o naszym życiu codziennym i świątecznym, o tym co było miłe, co niemiłe, co zwykłe, co szczególne. Niewątpliwie powinno się zachować pewne ramy.
Jerzyku, ja miałam wyznaczoną godzinę 21:00 na powroty do domu
. Mieszkałam też bliżej miasta, w okolicy Bagien, Górek, Czarnej Drogi. Największym chuliganem w tej okolicy był dla mnie baran, pasący się na łące Niwki. Z jego powodu osiągnęłam mój rekord życiowy w biegach przełajowych, za który należał mi się medal. Nie było jednak sędziów, ... ani widzów.
Pozdrówka!
Jestem sercem i duszą całą
Nie było moim zamiarem konkurować z innymi tematami na forum. Widzę tu zdjęcia, których chyba nie ma gdzie indziej na forum.
W sytuacji, kiedy chciałoby się tekst powiązać ze zdjęciem już istniejącym, dajmy wskazanie gdzie ono istnieje. Na przykład, mówiąc o czasie spędzanym na religii na plebanii koło kościoła Św. Janów, odeślijmy do tematu Jerzyka.
Zakładając temat o spędzaniu czasu, nie miałam na myśli tylko czasu relaksu, rozrywki. Czas można spędzać w szkole, w kolejce po mięso, czy siedząc w poczekalni lekarskiej. Może powinnam była opatrzyć go tytułem: "Jak żyliśmy..."
Chciałabym zachęcić do pisania właśnie o naszym życiu codziennym i świątecznym, o tym co było miłe, co niemiłe, co zwykłe, co szczególne. Niewątpliwie powinno się zachować pewne ramy.
Jerzyku, ja miałam wyznaczoną godzinę 21:00 na powroty do domu
Pozdrówka!
Jako że jestem z pod znaku "Wagi' a podobno pod tym znakiem rodzą się bardzo zgodni ludzie!???
Zgadzam się z tymi co chcą "tekst ze zdjęciami".Ale narazie w moich postach zdjęć nie będzie, może póżniej.
Wyżej opisałem co robili- poza pracą- w latach 1945-50?! no może i póżniej nasi "starzy' ,czytaj w przypadku starszych formułowiczów-rodzice czy "ojce" jak mówili Ci z Kresów, a dziadkowie w przypadku młodszych formułowiczów( ciągnie mnie aby zażartować ale jakoś nie bardzo mogę, ciągle siedzi mi w głowie ta wiadomośc, że nie ma już Bogdana.
Z Bogdanem znaliśmy się (n ie tylko z internetu) i często wymienialiśmy swoje poglądy na te czy inne sprawy" na prywat" czy na adresy internetowe. Nigdy się "nie przemówiliśmy". Ceniłem Go podobnie jak i inni formułowicze. Ja za... to,że pielęgnował(odwrotnie niż ja) u siebie umiejętnośc mówienia i czytania w języku niemieckim, że znał "gotyk" i za.... wiedzę jaką miał o Naszym Mieście. ...i tylko szkoda,że już nigdy....Ech życie.....
Ale wracając do tematu.
No a co robiliśmy my małolaty tamtych lat.???(1945-50)
Głównie to chodziliśmy do szkół i po gruzach (myszkować) i...rozbrajać różnego rodzju amunicję i niewypały.Wielu też z NASZYCH małolatów "w częściach" przenosiło się do Pana.
O jednych takich zbiorowych przenosinach do nieba jest nawet wątek.
pamiętam robiłem zdjęcia tego pogrzebu (z "Barbakanu" przy parku).Ale żadne się nie przechowało. Do dziś nietrudno sobie wywołać w pamięci te masy ludzi i ten szereg trumien idący pod górę ul.Bohaterów Stalingradu.
Z tymi szkołami to też nie było tak prosto jak dziś i jak sobie myślicie.
Przypomnę Wam,że w roku 1945 władze stanęły przed nie lada problemem (nie taki mądry to ja wtedy nie byłem, to są moje dzisiejsze stwierdzenia) - co zrobić z tą młodszą i starszą młodzieżą, która w latach wojny nie chodziła do szkoły??
Otwarto więc klasy "przyśpieszone". Nie pamiętam czy one się własnie tak nazywały czy inaczej, ale do tego się to sprowadzało, że uczniowie tych klas robili dwa lata czy dwie klasy w jednym roku. My "równolaty"- ci,którzy akurat mieli iść do szkoły chodziliśmy już normalnie. I wyobrażcie sobie ,zę ta starsza młodzież (szczególnie dziewczyny) buntowała się i niechciała chodzić z "gówniarzami"- w tym przypadku to okresłenie wieku. Dotyczyło to również i mnie. Wyobrażcie sobie,że siostra mojej matki urodziła się w 1930 roku i ...oczywiście przed wojną tylko liznąła szkółki parafialnej a po wojnie miała już 15 lat i "gedyja" jedna nie chciala chodzić do jednej klasy z takim nie wyrośniętym 7- letnim gówniarzem jak ja!
W efekcie skończyła chyba...no nie ważne!
Ale mimo tego wyrównania, ktore obowiązywało chyba tylko do któregoś roku zdarzały się różne przypadki. W naszej klasie ósmej (nie było wtedy pierwszej klasy w liceum a 8, 9, 10, 11-maturalna ) i aż do matury chodził i uczył się z nami " gówniarzami" jak to On mówił kolega z 1934 czy 1933 roku . Gdyśmy zdawali maturę (w 1956 roku) On miał już lat 22 czy 23. Nie do wojska nie mógł iść bo był ułomny(inwalida kończyn- bodajże po cheine).
A do tego ze szkołami też było nie tak jak teraz,że (żartem co dwie ulica to jedna szkoła.)
Szkoła Powszechna (chyba nie podstawowa) mieściła się (mowię o latach 1945-1949) w budynku przy ul. Piramowicza (dzisiejsza Buczka- jest tam szkoła ale wybaczcie nie wiem jak się zwie)
Szkoła nr 2 (nazywaną ją"białą" od koloru cegły) mieściła się w budynku przy ul.Bydgoskiej.W tym budynku po przeniesieniu tej szkoły była chyba Biblioteka Pedagogiczna!?
Szkoła nr 3 (im.Tadeusza Kościuszki), nazywana również "czerwoną" też ze względu na kolor cegły)- do tej chodziłem, mieściła się tuż obok "białej" przy ul.Bydgoskiej.
Liceum Ogólnokształcące było tam gdzie dziś przy ul.W.Pola(jeśli mylę nazwę szkoły to wybaczcie staremu, wtedy mnie nie interesowało jak się ta szkoła nazywa i tak mi zostało do dziś- bo jak dziadek mawiał ,miałem paść krowy i nauki mi do tego nie są potrzebne). Pamiętam,że było tam gimnazjum i po 9-ciu klasach robiło się "małą maturę". Kończąć ten wątek była ściśła rejonizacja i nie można sobie było ot tak wybrać szkołe, do której się chciało.
W 1950 rok "trójkę" zamieniono na Liceum Ogólnokształcące TPD (nie złośliwie ,wyjaśniam-Towarzystwa Przyjaciól Dzieci) a uczniów "trójki" przeniesiono na ul.Piramowicz (chyba jeszcze a nie Buczka).
I przorganizowano "budynki szkolne.
Jedynka" i :trójka" były na Buczka (czy Piramowicza?) a "dwójka" i "czwórka" przy Bydgoskiej (w tej białej ) no a w "czerwonej" (teraz można powiedzieć,że kolor się zgadzał politycznie)- pierwsze świeckie LO TPD. bo wtedy jeszcze mieliśmy religie w szkołach. W tej szkole religii wtedy nie było.
Nie myśle się nikomu narażać - ale religia "wyszła' ze szkól dopiero wtedy gdy na skutek mianowania przez Watykan na stanowiska kierownicze w diecezjach na Ziemiach Zachodnich - biskupów niemieckich (czyli nie uznania "władztwa polskiego" nad tymi ziemiami,) rządzący skorzystali z okazji i zerwali obowiązujący od przedwojnia i uznawany Konkordat. I wtedy nie tylko "usunięto" religię ze szkoł ,ale i wojsko "zaprzestało" chodzenia w niedziele do Kościoła w zwartym szyku.
A nauka religii odbywała się w różnego rodzju salkach przykościelnych nazywanych katechetycznymi.
Pamiętam jeszcze byłem uczniem gdy otwierano piątą szkołę powszechną w Pile (wtedy na skrzyżowaniu ulic.Dzierżynskiego i Al.Stalina (dzisiejsza Niepodległości!).
A moje dzieci w drugiej połowie lat 60-tych rozpoczynały naukę już w szkole oznaczonej nr 9!
Zgadzam się z tymi co chcą "tekst ze zdjęciami".Ale narazie w moich postach zdjęć nie będzie, może póżniej.
Wyżej opisałem co robili- poza pracą- w latach 1945-50?! no może i póżniej nasi "starzy' ,czytaj w przypadku starszych formułowiczów-rodzice czy "ojce" jak mówili Ci z Kresów, a dziadkowie w przypadku młodszych formułowiczów( ciągnie mnie aby zażartować ale jakoś nie bardzo mogę, ciągle siedzi mi w głowie ta wiadomośc, że nie ma już Bogdana.
Z Bogdanem znaliśmy się (n ie tylko z internetu) i często wymienialiśmy swoje poglądy na te czy inne sprawy" na prywat" czy na adresy internetowe. Nigdy się "nie przemówiliśmy". Ceniłem Go podobnie jak i inni formułowicze. Ja za... to,że pielęgnował(odwrotnie niż ja) u siebie umiejętnośc mówienia i czytania w języku niemieckim, że znał "gotyk" i za.... wiedzę jaką miał o Naszym Mieście. ...i tylko szkoda,że już nigdy....Ech życie.....
Ale wracając do tematu.
No a co robiliśmy my małolaty tamtych lat.???(1945-50)
Głównie to chodziliśmy do szkół i po gruzach (myszkować) i...rozbrajać różnego rodzju amunicję i niewypały.Wielu też z NASZYCH małolatów "w częściach" przenosiło się do Pana.
O jednych takich zbiorowych przenosinach do nieba jest nawet wątek.
pamiętam robiłem zdjęcia tego pogrzebu (z "Barbakanu" przy parku).Ale żadne się nie przechowało. Do dziś nietrudno sobie wywołać w pamięci te masy ludzi i ten szereg trumien idący pod górę ul.Bohaterów Stalingradu.
Z tymi szkołami to też nie było tak prosto jak dziś i jak sobie myślicie.
Przypomnę Wam,że w roku 1945 władze stanęły przed nie lada problemem (nie taki mądry to ja wtedy nie byłem, to są moje dzisiejsze stwierdzenia) - co zrobić z tą młodszą i starszą młodzieżą, która w latach wojny nie chodziła do szkoły??
Otwarto więc klasy "przyśpieszone". Nie pamiętam czy one się własnie tak nazywały czy inaczej, ale do tego się to sprowadzało, że uczniowie tych klas robili dwa lata czy dwie klasy w jednym roku. My "równolaty"- ci,którzy akurat mieli iść do szkoły chodziliśmy już normalnie. I wyobrażcie sobie ,zę ta starsza młodzież (szczególnie dziewczyny) buntowała się i niechciała chodzić z "gówniarzami"- w tym przypadku to okresłenie wieku. Dotyczyło to również i mnie. Wyobrażcie sobie,że siostra mojej matki urodziła się w 1930 roku i ...oczywiście przed wojną tylko liznąła szkółki parafialnej a po wojnie miała już 15 lat i "gedyja" jedna nie chciala chodzić do jednej klasy z takim nie wyrośniętym 7- letnim gówniarzem jak ja!
W efekcie skończyła chyba...no nie ważne!
Ale mimo tego wyrównania, ktore obowiązywało chyba tylko do któregoś roku zdarzały się różne przypadki. W naszej klasie ósmej (nie było wtedy pierwszej klasy w liceum a 8, 9, 10, 11-maturalna ) i aż do matury chodził i uczył się z nami " gówniarzami" jak to On mówił kolega z 1934 czy 1933 roku . Gdyśmy zdawali maturę (w 1956 roku) On miał już lat 22 czy 23. Nie do wojska nie mógł iść bo był ułomny(inwalida kończyn- bodajże po cheine).
A do tego ze szkołami też było nie tak jak teraz,że (żartem co dwie ulica to jedna szkoła.)
Szkoła Powszechna (chyba nie podstawowa) mieściła się (mowię o latach 1945-1949) w budynku przy ul. Piramowicza (dzisiejsza Buczka- jest tam szkoła ale wybaczcie nie wiem jak się zwie)
Szkoła nr 2 (nazywaną ją"białą" od koloru cegły) mieściła się w budynku przy ul.Bydgoskiej.W tym budynku po przeniesieniu tej szkoły była chyba Biblioteka Pedagogiczna!?
Szkoła nr 3 (im.Tadeusza Kościuszki), nazywana również "czerwoną" też ze względu na kolor cegły)- do tej chodziłem, mieściła się tuż obok "białej" przy ul.Bydgoskiej.
Liceum Ogólnokształcące było tam gdzie dziś przy ul.W.Pola(jeśli mylę nazwę szkoły to wybaczcie staremu, wtedy mnie nie interesowało jak się ta szkoła nazywa i tak mi zostało do dziś- bo jak dziadek mawiał ,miałem paść krowy i nauki mi do tego nie są potrzebne). Pamiętam,że było tam gimnazjum i po 9-ciu klasach robiło się "małą maturę". Kończąć ten wątek była ściśła rejonizacja i nie można sobie było ot tak wybrać szkołe, do której się chciało.
W 1950 rok "trójkę" zamieniono na Liceum Ogólnokształcące TPD (nie złośliwie ,wyjaśniam-Towarzystwa Przyjaciól Dzieci) a uczniów "trójki" przeniesiono na ul.Piramowicz (chyba jeszcze a nie Buczka).
I przorganizowano "budynki szkolne.
Jedynka" i :trójka" były na Buczka (czy Piramowicza?) a "dwójka" i "czwórka" przy Bydgoskiej (w tej białej ) no a w "czerwonej" (teraz można powiedzieć,że kolor się zgadzał politycznie)- pierwsze świeckie LO TPD. bo wtedy jeszcze mieliśmy religie w szkołach. W tej szkole religii wtedy nie było.
Nie myśle się nikomu narażać - ale religia "wyszła' ze szkól dopiero wtedy gdy na skutek mianowania przez Watykan na stanowiska kierownicze w diecezjach na Ziemiach Zachodnich - biskupów niemieckich (czyli nie uznania "władztwa polskiego" nad tymi ziemiami,) rządzący skorzystali z okazji i zerwali obowiązujący od przedwojnia i uznawany Konkordat. I wtedy nie tylko "usunięto" religię ze szkoł ,ale i wojsko "zaprzestało" chodzenia w niedziele do Kościoła w zwartym szyku.
A nauka religii odbywała się w różnego rodzju salkach przykościelnych nazywanych katechetycznymi.
Pamiętam jeszcze byłem uczniem gdy otwierano piątą szkołę powszechną w Pile (wtedy na skrzyżowaniu ulic.Dzierżynskiego i Al.Stalina (dzisiejsza Niepodległości!).
A moje dzieci w drugiej połowie lat 60-tych rozpoczynały naukę już w szkole oznaczonej nr 9!
Utwórz konto lub zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji..
Musisz być zarejestrowanym użytkownikiem, aby móc opublikować odpowiedź.
Utwórz konto
Zarejestruj się, aby dołączyć do Nas!
Zarejestrowani użytkownicy, mają dużo więcej przywilejów, związanych z użytkowaniem forum.
Rejestracja i korzystanie z forum jest całkowicie bezpłatne.